Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Mirosław Grudzień - „Tłumacz to zdrajca” –czy musi tak być? (analiza wybranych przekładów współczesnej poezji rosyjskiej okresu sowieckiego)

Skąd się wziął ten tekst

Zapisane tu przez mnie refleksje mają bardzo osobisty charakter i tak właśnie są  one zamierzone, nie pretendują, aby być czymś innym, np. beznamiętną wypowiedzią naukowego badacza. W tym ich  zaleta, że autor wypowiada się wprost, bez owijania w bawełnę,  na własny rachunek i odpowiedzialność.

Niosą one bagaż wielu lat życia autora jako zarówno autora polskich, jak i tłumacza  obcojęzycznych tekstów literackich. Noszą  ślady jego długoletniej  fascynacji kulturą i literaturą rosyjską, jak również twórców okresu sowieckiego; jego zapoznawania się zarówno z rosyjskimi oryginałami, jak i z ich polskimi przekładami; porównywania jednych  z drugimi… i częstego poczucia rozczarowania i niedosytu, płynących z lektury tych przekładów.  

Stwarzało to też dla autora silna motywację, aby sam zaczął przekładać, zagłębiać się w tajniki języka rosyjskiego i pisanej po rosyjsku twórczości literackiej. Towarzyszyło  mu poczucie  długu wobec tamtych „przyjaciół Moskali”,  z powodu istnienia polskich przekładów znacznie  zubażających, a nawet przeinaczających współczesne  teksty rosyjskie.

Zmuszało go to do zastanowienia się, skąd się biorą tego typu nieporozumienia. Powszechnie znane jest u nas włoskie porzekadło: traduttore ─ traditore, ‘tłumacz to zdrajca’. Czy rzeczywiście musi tak być? Może jednak należałoby wytyczyć granice dopuszczalności tej „zdrady przekładowej”?   Wynikami tych przemyśleń autor chciałby się tutaj z czytelnikami podzielić. Borys Pasternak: niepełne zrozumienie

Piękny wiersz rosyjskiego poety Borysa Pasternaka znany jest polskiemu odbiorcy z dwóch przekładów Mieczysława Jastruna: jeden publikowany w przedwojennej chełmskiej    „Kamenie”,  nr 8-9 (kwiecień-maj 1936), drugi zaś w:  Borys Pasternak, Poezje, Warszawa PIW, 1962; to samo w: Literatura Radziecka  nr 11, 1985. Powoduje to spore zamieszanie, ponieważ obydwa przekłady różnią się nieraz w sposób istotny, a obydwa pozostawiają sporo do życzenia. Oznaczam je tutaj jako MJ I i MJ II. Przekład MJ I wykazuje słabszą  znajomość języka, ale  za to chyba pilniejsze  posiłkowanie się słownikiem, co rekompensuje te niedostatki.  Przekład MJ II zawiera kilka właściwych  poprawek błędów przekładu starszego, ale też w pewnych  miejscach udziwnienia i poprawki, niestety, mylne.  

Oto początek rosyjskiego oryginału wiersza Borysa Pasternaka o Chopinie:
Опять Шопен не ищет выгод,
Но, окрыляясь  на  лету,
Один прокладывает выход
Из вероятья в правоту.


Przekład  MJ I:
I znowu Szopen bez korzyści
Lecz w locie uskrzydlając męstwo
Toruje niezawodne wyjście
Do prawdy z prawdopodobieństwa.

Przekład  MJ II:
Znów Szopen, nie na łatwych przejściach,
Ale się uskrzydlając lotem,
Toruje z prawdopodobieństwa
Wejście na prawość i prostotę.


Trzeba tu zwrócić uwagę na pewne logiczne pomieszanie pojęć. Nie ma logicznej opozycji pomiędzy prawdą i prawdopodobieństwem. Antonimem prawdy jest nieprawda (fałsz), natomiast prawdopodobieństwa - pewność. Tym bardziej nie ma  logicznej opozycji pomiędzy prawością  i prawdopodobieństwem, jedno pojęcie dotyczy zagadnień etycznych, drugie – zagadnień prawdziwości sądów. W tym przypadku antonimem prawości jest nieprawość. Prawdopodobieństwo i pewność  to  zupełnie odmienne kategorie.

A właśnie rosyjskie słowo prawota oznacza coś bardzo bliskiego pewności ─ słuszność, przekonanie, że się wybrało to najwłaściwsze rozwiązanie  (chodzi i o wybór życiowy, i o niezliczone wybory    tworzące wersję ostateczną  utworu,  nieodłączne od procesu komponowania).  W swoim własnym, publikowanym w LUBLINIE przekładzie, dla lepszego uprzystępnienia pojęć wierojat’ja  i prawoty  zaproponowałem omowne ekwiwalenty: „może być” i „tak być ma”. Żadnej   „prostoty” tam nie ma w ogóle.

Rosyjska wygoda to całkiem materialny ‘zysk’  z ludzkiej pracy, wcześniejszy  przekład MJ I (‘korzyść’) był poprawny, drugi nie jest: w oryginale  nie ma  jakichś tajemniczych  i niezgrabnych  ‘łatwych  przejść’. Być może  tłumacza zmyliło zwodnicze  z e w n ę t r z n e podobieństwo słowa polskiego i rosyjskiego (różnica znaczeniowa jest tu jednak duża).

A oto kolejny  błędny przekład strofy ( MJ II) :

Wahadłem gromad kołyszące,
Jak biją w rytm jego sonaty,
Godziny prac, rozjezdnych nocy,
I snów bez śmierci i fermaty.

I znowu dźwięczeć, dzwonić, gonić,
Krwią tuczyć ciało, w krew przemieniać,
Znów rodzić płacz, lecz łez nie ronić,
I nie umierać, nie umierać?


Gromady to po polsku ‘kolosy’; w swoim przekładzie zaproponowałem neologizm ”gigant-wahadło”, bo tu chodzi po prostu o dysproporcję, gigantyczną  nadludzkość  tego kosmicznego wahadła, odmierzającego godziny  życia kompozytora (ostatnie, jak wynika z tekstu).   Miakost’ w krow’ poria  to ‘rozpruwając tkanki w krew’ (od porot’ –‘pruć’), oczywista aluzja do krwotoków.  „Tuczenie”, które się tu pojawia dzięki Jastrunowi, jest czystą fikcją, „wypełniaczem” pustego miejsca.

Kolejne strofy w MJ I są nie do przyjęcia, w MJ II dość dobrze poprawione:

Więc znów wilgotną noc przy gwiazdach
Miał potem jadąc z gości w goście,
Posłuchać śpiewu na zajazdach
Kół, liści i rzucanych kości.

I w końcu z motka nić wyprządłszy
I cudem zatrzymując w pędzie
Krzykaczy w mgle towarzyszących,
Zmrozić fortepian rąk rozpięciem?


W tym miejscu  tłumacza zwiodła  rosyjska gra słów gra słów gost’ – pogost , która  jest bardzo zwodnicza, bo gost’ to wprawdzie ‘gość’, ale pogost to ‘cmentarz’, a więc nie chodzi tu np.  o   rzucane na stół  kości do gry , ale kości ludzkie w grobach, zasypanych liśćmi z drzew (w MJ II przełożono to już poprawnie).

Oczywiście otprianuw (‘odskoczywszy  w tył’) nie ma nic wspólnego z czasownikiem priast’  czyli ‘prząść’, tłumacza zwiodło tu złudne podobieństwo tych słów obydwu pokrewnych językach. Z kolei razpiatije to  nie ‘rozpięcie (rąk)’ , lecz stare słowo  oznaczające  ‘Ukrzyżowanie’   nadanie kształtu krzyża - wyraz ten przywołuje  śmiertelne zmęczenie chorego kompozytora i pośrednio dotyczy także fortepianu , który również  „kona” jak Chrystus w męce,. Ale tu Chopin nie rozkłada bezradnie rąk, stara się wypełnić swoje życie do ostatniej minuty.

Fortepian pozostaje martwy („zastygły w krzyż”)  dopiero po śmierci poety, jako pamiątka. Te błędy również poprawiono w MJ II, tu pojawiają  się nieco dziwnie brzmiące   „ukrzyżowane fortepiany”.  Tymczasem sens tego raspiatija jest oczywiście taki, że to fortepian staje się krzyżem, na którym rozpięty zostaje  kompozytor. Natomiast stworzony przez tłumacza widok „ukrzyżowanych fortepianów” staje się  niezamierzenie  humorystyczny.

А век спустя, в самозащите
Задев за белые цветы,
Разбить о плиты общежитий
Плиту крылатой правоты.
MJ I:
Wiek potem, w walce niepobity
O białe zaczepiwszy kwiaty
Rozbić o gromad ludzkich płyty
Sprawiedliwości biel skrzydlatej.


W MJ II, 3.wers zmieniono, równie błędnie:  ‘O płyty miast, o gwar wspólnoty’. Podobnie dokonano błędnej zmiany w w.4: ‘sprawiedliwość‘ na ‘prawość’ (oryginalna prawota nie dotyczy problematyki etycznej).

Obszczeżitije to  ‘codzienność, życie codzienne,  życie powszednie‘  - nie zaś  ‘gromady ludzkie’ ani  ‘gwar wspólnoty’ , których   tutaj dopatrzył się  Jastrun, nie wiedzieć skąd. W oryginale nie ma żadnych „gromad” ani „wspólnot”, są to wtręty nieuzasadnione.

W istocie  naporowi wygodnego,  filisterskiego stylu życia pasternakowski Chopin przeciwstawia swoje własne, indywidualne poczucie słuszności (prawota), co nie ma tu nic wspólnego z jakąś abstrakcyjną  „sprawiedliwością” ani „prawością”.  Przedstawiając czasy Chopina jako epokę romantyzmu Pasternak nawiązuje tu do typowego romantycznego  przeciwstawienia życia idealnego i życia ludzi pospolitych,  „zjadaczy  chleba”, jak ich nazywał Słowacki.

Przekłady  Jastruna to gubią. Raz przetłumaczywszy błędnie słowo gromady (‘kolosy’), rozumiejąc je na polski sposób  jako rodzaj „zbiorowości”,  tłumacz  także dalej  z rozpędu przeciwstawia Chopina tłumowi;  ale tu nie o to chodzi.

Polski wyraz „trotuar” jako odpowiednik  rosyjskiego trotuar był już w czasie wcześniejszego   przedwojennego przekładu Jastruna niezbyt zrozumiały i nieco przestarzały. Lepszy byłby „chodnik”, ”deptak”. Mamy  tu nawiązanie do znanego wiersza Norwida (Ideał sięgnął bruku), podobnie jak do innego tekstu Norwida  o Chopinie nawiązują pojawiające się tutaj białe kwiaty.

Socwiet’je  jako „kwiatostan” brzmi zbyt botanicznie i sucho, książkowo, wystarczyłoby  nieco staroświecki rzecznik zbiorowy,  „kwiecie” (te białe kwiaty nawiązują oczywiście do Białych kwiatów Norwida, symbolizują pamięć o Chopinie). Poswiatit’  ma dawne znaczenie „złożyć w ofierze”,  co ma sens zważywszy na aluzje do losu fortepianu (wyrzucony na  bruk w 1863 roku z podpalonego pałacu Zamoyskich w Warszawie).Mamy tu też  nawiązanie do wiersza Norwida Fortepian Chopina,   gdzie mowa o „ostatnim jęku”  wyrzuconego  fortepianu (który to dźwięk  stał się  w wizji poetyckiej Pasternaka  symboliczną „ofiarą”). Natomiast toporny  przekład Jastruna „święcić  kwiatostany” brzmi nieledwie humorystycznie.

Aluzja do Chrystusa i ofiarnego ukrzyżowania nie miałaby swej  głębi,  gdyby Pasternak tak usilnie nie podkreślał „zwycięstwa zza grobu” Chopina i swoistej ekspiacji swojego narodu: oto „Moskale”, rodacy i potomkowie tych, którzy po barbarzyńsku wyrzucili fortepian Chopina na bruk,   grają z entuzjazmem  jego muzykę w  sercu Moskwy… O tym także nie dowiemy się z przekładu Jastruna.  

Trudno powiedzieć, dlaczego w związku z tym wierszem doszło do błędów przekładowych ani dlaczego tłumacz nie podjął się pogłębienia przekładu, odczytania jego podtekstów.

Można natomiast się domyślać, dlaczego te błędy pozostały (do chwili obecnej) zasadniczo przemilczane, a także,  dlaczego przełożone przez Jastruna utwory milcząco uznano  za „zarezerwowane” tylko dla niego, w związku z czym przed długi czas nikt nie tylko nie śmiał wprost wyrazić krytycznie o tych przekładach wprost, ale też podjąć próby nowego przekładu, jak gdyby w obawie, aby w ten pośredni sposób nie podważyć  ustalonej i silnej pozycji Jastruna jako tłumacza. A była to pozycja, którą zawdzięczał, powiedzmy sobie szczerze, nie tylko względom literackim, ale także nie mającym z literaturą nic wspólnego .

Oto bowiem głównym i odgórnie zatwierdzonym tłumaczem z rosyjskiego na polski stał się Jastrun podczas niechlubnego epizodu  kolaboracji z Sowietami we Lwowie, po wybuchu II wojny światowej. Dopuszczono  go wtedy do redagowania sowieckich podręczników szkolnych dla polskiej młodzieży, został członkiem Związku Sowieckich Pisarzy Ukrainy. Zyskał w ten sposób pozycję porównywalną z pozycją papieża,  z atrybutem nieomylności i niepodważalności. Po powojennym „utrwaleniu władzy ludowej” w Polsce zaufanie, jakim obdarzyła go tyranizująca Polskę sowiecka despotia,  jeszcze bardziej wzmocniło  jego pozycję. W 1957 roku poeta zrehabilitował się występując z PZPR, rozpoczął się jego flirt z rodzącą opozycją intelektualistów … ale pozycja, którą pozyskał sobie w służbie sowieckiego systemu, pozostała na zawsze, aż do dziś.

Sądzę     jednak, że nadszedł czas, aby ten dawny  jastrunowski monopol w końcu przełamać, dopuścić odczytanie przekładanych przezeń poetów na nowo, kiedy już  tłumacz  nie musi się liczyć z cenzurą i może przekładać „pełnym głosem”, wychwytując wszystkie dostrzeżone podteksty … oraz osobiście stawiać czoła otwartej, zdrowej krytyce swoich przekładów.

Anna Achmatowa: niedopowiedzenia

Bardzo popularną i chętnie tłumaczoną poetka rosyjską jeszcze starszego pokolenia -  bo czynnego jeszcze przed bolszewickim przewrotem z 1917 r.  ─  jest Anna Achmatowa.
Jednym z najbardziej sugestywnych wierszy poetki jest wiersz  Rodnaja ziemla („Ziemia ojczysta’). Podany tutaj przekład jest pióra Leona  Zawadzkiego (oznaczam go jako LZ); poddajmy analizie tylko jedną strofę     tego wiersza:

Да, для нас это грязь на калошах,
Да, для нас это хруст на зубах.
И мы мелем, и месим, и крошим
Тот ни в чем не замешанный прах.
LZ:
Tak, jest błotem na naszych kaloszach,
Tak, zgrzyta nam między zębami,
I mielimy, miesimy, kruszymy
Ten z niczym proch nie zmieszany.


Chrust  na zubach: mamy tu przekład  ‘zgrzyt między zębami’, ale to raczej swobodna interpretacja tłumacza, bo jeżeli zechcemy  się  trzymać oryginału,  to zobaczymy  tutaj ‘chrzęst na zębach’.  Skąd ten niecodzienny „chrzęst  na zębach”?  NA zębach, nie MIĘDZY zębami, różnica niby niezwykle drobna, ale znacząca.

Tak naprawdę chodzi tu bowiem o człowieka  pośpiesznie zakopywanego ,  przysypywanego ziemią, wprost na usta,  bez luksusu trumny. Griaz’ (‘lepki brud’) na kaloszach , czy to przypadkiem nie eufemizm oznaczający ‘krew’? Dotyczy  to tutaj butów grabarzy ( nie „naszych butów” ─  tłumacz powiedział tu więcej  niż chciała powiedzieć autorka). Nie można było tego wtedy wyraźniej napisać, autorka liczyła na wyczuloną  domyślność   czytelników żyjących  pod czujną cenzurą.

Tutaj oczywiście przypomina się rozstrzelanie przez bolszewików męża Achmatowej, poety Mikołaja Gumilowa. Ofiary bolszewickich  egzekucji istotnie nie dostępowały łaski „odświętnego” pochowania trumnie, dla oprawców byli niczym.   Obraz ten nie opuszczał zapewne Achmatowej, i nie tylko jej,  do końca życia: zakrwawione buty  oprawców i ziemia sypana na ludzkie  usta…

Męczarnie zadawane ziemi, która nie jest  „w nic zamieszana” (czyli niewinna  stawianym zarzutom) jest aluzją do osławionej bolszewickiej tajnej policji, zmieniającej swoje  nazwy jak hydra głowy: Czeka, GPU, NKWD,KGB … Pisząc „my”,  autorka metaforyzuje  swoje pokolenie jako  „oprawców ziemi”, zaznaczając przez to stwardnienie serca, znieczulicę, współodpowiedzialność zbiorowości ludzkiej ─  a za tym wszystkim brak miłości, litości  i szacunku.

Bułat Okudżawa: stępianie zębów

Przypadek  Bułata Okudżawy, którego teksty zaczęły się u nas upowszechniać akurat w miarę wygasania fali popaździernikowej odwilży (szczyt popularności w 2. poł. lat 60tych), jest przypadkiem szczególnym. Narastająca popularność zbiegła się z wiadomościami o urzędowych atakach na barda, z próbami  zamknięcia mu ust w jego własnej ojczyźnie. Oczywiście to zwiększało jego popularność w Polsce ,a tym samym popyt na przekłady.
Doszło do dziwnej, paradoksalnej sytuacji. W swej ojczyźnie teksty  Okudżawy  były znane w ich pierwotnej, dość drapieżnej wersji, i takie pozostały. Natomiast polski tłumacz, chcący zaspokoić polskie zainteresowanie tymi tekstami, stawał jednocześnie  przed odwiecznym problemem człowieka piszącego: musiał liczyć się z cenzurą panujących  możnych tego świata, którzy w odróżnieniu od wszelkich dawniejszych  despotów historii dysponowali nowy, groźnym jej rodzajem: cenzurą prewencyjną, w warunkach totalnej kontroli całej produkcji piśmienniczej i fonicznej  mogli w ogóle zablokować udostępnianie pewnych  coraz bardziej „heretycko” pachnących tekstów  w jakiejkolwiek formie.

Nasza młodzież czasów obecnych nie wie, co to jest cenzura, w ogóle  nie wyczuwa tej problematyki , nikt jej też nie uczy odpowiednio (z podtekstami) odczytywać utwory literatów, którzy musieli radzić sobie z cenzurą.

Sytuacja tłumacza była wtedy taka, że musiał postawić w roli sprytnego przemytnika i, mówiąc językiem mickiewiczowskim , „łudziciela despotów”.W warunkach tej ciągłej obawy ,że „nie puszczą”, tłumacz narzucał sobie pewną  autocenzurę ,stawał się poniewolnym  cenzorem tworzonego przez siebie przekładu, eliminował pewne niebezpieczne drapieżności tekstu, wręcz je czasami zamazywał ,aby uśpić czujność cenzorów.

Oczywiście dzisiaj nadszedł w końcu czas, kiedy można te wszystkie teksty  odczytać i przełożyć na nowo, ze wszystkimi podtekstami, bez lęku ,ze się to nie spodoba cenzorowi i jego zwierzchności.

Zacznijmy od piosenki Byłoje nielzia worotit’ ( znanej u nas pod nieco mylącym tytułem jako „Puszkin”). Zanalizujmy przekład Witolda  Dąbrowskiego w: Zamek Nadziei, PiW 1974, który oznaczam jako WD:
А все-таки жаль, что кумиры нам снятся по-прежнему,  
и мы до сих пор все холопами числим себя.
WD:
‘i jakoś  tak jest, że gotowiśmy czołem im bić’.

Tutaj znaczne złagodzenie oryginału. W rzeczywistości nie chodzi o to, że kogoś uważamy za godnego nadludzkiej czci i za co go tak czcimy, czy jest on tego godzien, czy nie.  Ważne tu jest,  za co uważamy  przy tym s i e b i e  s a m y c h (czislim siebia).  Oryginał daje prosta odpowiedź: chołop to stare słowo oznaczające niewolnego chłopa, obecnie używane w  pogardliwym znaczeniu ‘pachołek’. Ten  aspekt samoponiżenia, tak ważny dla autora,  zupełnie tłumaczowi umknął. Dalszy ciąg piosenki:

мы все обрели -- и надежную пристань, и свет...  
А все-таки жаль: иногда над победами нашими  
встают пьедесталы, которые выше побед.

My wsio obrieli: ‘wszystko osiągnęliśmy’,ale…
inogda nad pobiedami naszimi / stojat piediestały, kotoryje wysze pobied.


WD przekłada to:  ‘górują cokoły, na których nie stoi już nikt’.
Jeżeli jednak będziemy trzymali się tekstu oryginału, przełożymy: ‘czasami nad naszymi zwycięstwami /stoją  piedestały,  które są wyższe niż zwycięstwa’. A więc kolejne nieporozumienie. Sens został zbyt mocno zmieniony.  Tu nie  chodzi o to, że nikt na cokołach nie stoi. Nie chodzi o wodzów, „ojców” zwycięstw. Nie chodzi  w ogóle o czyjąś  personalną odpowiedzialność za  osiągnięcie  p r a w d z i w  y c h    sukcesów.

Chodzi o fakt, że te „zwycięstwa” (akurat w tym przypadku nie wojenne) zostały przereklamowane, nie zasługują  na tak ogromną chwalbę. A to już jest podważenie oficjalnej wiary w słuszność obranej drogi, w budowę socjalizmu i w rzekome oszałamiające sukcesy, które miały słuszność tej drogi potwierdzać.  Tutaj mogłoby się wydawać, że tłumacz przestraszył się ciężaru autentycznych  słów autora, ich bluźnierczego wydźwięku, uląkł się …współodpowiedzialności za nie. Z tego powodu zamącił, zatarł ten „heretycki” sens.

Расплата за ошибки --  
она ведь тоже труд.  
Хватило бы улыбки,  
когда под ребра бьют.


Raspłata za oszibki… WD tłumaczy: „wiadomo  - bywa rożnie” Oryginał jednak mówi: ‘rozliczenie  za błędy’.  Na miejsce ważnego i konkretnego określenia tłumacz wprowadził nic nie mówiący banał.

Kogda pod riobra bjut…
WD:  ‘… gdy życie daje  w kość’.
Inny, o wiele bardziej spopularyzowany przez nagrania przekład, brzmi:
‘… dostanę sójkę w bok’.

Ani tu nie daje w kość jakieś nieokreślone „życie”, ani to nie jest żadna żartobliwa, łobuzerska „sójka w bok”.W przekładach ci, którzy wymierają karę   za „błędy” zostali całkowicie rozmyci, a piosenka staje się labidzeniem malkontenta, któremu się rzekomo nie podoba życie w ogóle ( a nie  trudne życie w konkretnym kraju).

Tymczasem oryginał jasno stwierdza: ‘biją pod żebra’ - po bandycku, tak się znęca silna grupa nad jedną bezbronną ofiarą. W domyśle pozostaje słowo ONI.  Tu komentarz jest niepotrzebny.

Kolej na tekst Piesienka amierikanskowo sołdata (Piosenka żołnierza amerykańskiego[?]).   Przekład Wiktora Woroszylskiego (Zamek Nadziei, PiW 1974), oznaczam jako WW:

иду себе, играю автоматом,  
WW:  ‘Kto ze mną na spacerek się wybierze?’

Istna sielanka. Ale jednocześnie  nieuprawnione odejście  od oryginału. Żołnierz piosence Okudżawy to człowiek bardzo młody, wręcz smarkacz, który ma realizować podejrzaną misję wojskową (taką, jak na Węgrzech w 1956 r. ,w Czechosłowacji w 1968r.) Tego smarkacza już nauczono, jak znieczulić sumienie , gdyby coś poszło „nie tak” ( a jeslib szto nie tak).Wykonuje tylko rozkazy i ma się nie przejmować. Gdy idzie taki człowiek i „bawi się pistoletem maszynowym” (tak dosłownie mówi oryginał), to człowiekowi przechodzą ciarki po grzbiecie. Bo nie wiadomo ,co takiemu „zabawowo” nastrojonemu smarkaczowi może strzelić  do głowy, a broń to jednak nie zabawka…

Cóż, tłumacz tej piosenki, Wiktor Woroszylski potrafił w życiu  zdobyć się na osobistą odwagę, protestował przeciwko interwencji sowieckiej na Węgrzech.  A jednak w tym przypadku cofnął się przed zbyt wyraźnym sensem oryginalnych słów poety, którego podjął  się udostępnić polskiemu odbiorcy.

Szczególne miejsce w historii polskich przekładów śpiewanej poezji Bułata Okudżawy zajmuje „Modlitwa Francoisa Villona”, przełożona przez dobrego i zasłużonego tłumacza poezji Andrzeja Mandaliana. Wersy piosenki w jego przekładzie  tej piosenki  podaję według: Zamek Nadziei, PiW 1974.Oznaczam go jako AM.

Piosenka zawiera pewien ciągły  i spójny dyskurs o nieubłaganej logicznej konsekwencji, następstwie poszczególnych członów. Niestety w tym pięknym przekładzie rozpada się on, nie możemy uchwycić wewnętrznego związku poszczególnych obrazów, nie widzimy spójnej całości, pozostaje  ogólne wrażenie  jakiegoś chaosu i mnóstwa niedopowiedzeń. Czy rzeczywiście jest tak w oryginale? Zacznijmy od początku:

Пока Земля еще вертится, пока еще ярок свет,  
AM: ‘Dopóki nam Ziemia kręci się, dopóki jest tak czy siak”’.


Od razu widać, że coś tu zostało opuszczone i „przymglone” nic nie mówiącym banałem.  Chodzi o słowa: Poka jeszczo jarok swiet… Oznacza to dosłownie: „dopóki jest jeszcze jasne światło”. Od razu na początku rzekomej ”modlitwy” pojawia się akcent silnie ironiczny. Cóż to za bóg, który, aby rozdzielić swoje dary między  ludzi, potrzebuje jasnego światła, bo po ciemku mógłby się… pomylić? Czy to na pewno znany nam Bóg chrześcijański?  Należy odnotować tutaj tę wątpliwość i analizować dalej.

Oto końcówka 2. strofy:
Каину дай раскаянье... И не забудь про меня.

Dostrzegamy tutaj grę słów rosyjskich , która w polskich przekładach ginie: Kain – raskajan’je.  Mowa tu o bratobójcy. Pozornie użyty tu wyraz raskajan’je oznacza ‘skruchę, żal’, ale w przewrotnym podtekście  tej pieśni oznacza także jakieś ‘odkainienie’,  zatarcie piętna Kaina. A to już co innego.

Я знаю: ты все умеешь, я верую в мудрость твою,  
как верит солдат убитый, что он проживает в раю   
AM:  
Ja wiem, że Ty wszystko możesz, ja wierzę w Twą moc i gest
jak wierzy zabity  żołnierz, że w siódmym niebie jest


Tutaj trzeba zacząć od tego, że  język rosyjski  ma w swoim zasobie leksykalnym dwa bliźniacze czasowniki: wierit’ i wierowat’ . Wierit ‘ to zwyczajnie ‘wierzyć (komuś), ufać’, natomiast  wierowat’  to ‘wierzyć jakiś dogmat wiary’ (bo tak mi nakazuje mój system religijny) .  W i e r u j u   w mudrost’ twoju …  znaczy ‘wierzę [oficjalnie]  w twoją mądrość’  (nie  ‘w  moc i gest’). Ten rodzaj wiary nie wymaga osobistego zaufania. A więc podmiot liryczny oficjalnie wierzy w „boga”, bo tak go nauczono, tak mi kazano. (niechby spróbował wątpić).  Prawdą wiary tego systemu jest aksjomat, że nasz „bóg” jest wszechmądry i nieomylny. Zaczynamy  się domyślać, o jakiego „boga” tu chodzi… Watek ten logicznie rozwija się dalej.  

Ma to związek ze śmiercią żołnierza, o którym mowa w następnej linijce. Żołnierz ginąc wierzył, że jego śmierć ma sens, bo mądry „bóg” nie mógł go przecież wysłać na śmierć niepotrzebną i bezsensowną (stała obsesja Okudżawy). Żołnierzowi nie przyszło do głowy, że mądry „bóg” nie potrafił zabezpieczyć kraju przed najazdem i wydał jego obrońców na rzeź,bo tylko tyle potrafi  (przywołajmy tutaj słynny stalinowski rozkaz o taranowaniu wrogich czołgów, zakaz poddawania się nieprzyjacielowi, nikomu niepotrzebna prestiżowa obrona Leningradu… )  Padłszy w obronie Związku Sowieckiego stał się mieszkańcem jego ziemi (od środka…), którą w momencie śmierci uważał ciągle za „raj na ziemi”. Gorzka ironia tej strofy mówi: moja wiara w Ciebie, której mnie wyuczono…  jest tak martwa jak zabity żołnierz.
Dalej wątek mordercy bratobójcy rozwija się nieubłagana logiką: nie wiedaja, szto tworim to ‘nie wiedząc, co czynimy’,  staroświeckie słowa z dawnego przekładu Ewangelii – to motyw niewinnej śmierci,  nawiązanie do słów Chrystusa na krzyżu: przebacz im, bo nie  wiedzą, co czynią.  
Tutaj z kolei pojawia się drugi motyw prześladujący  poetę: kwestia odpowiedzialności  za zachowanie sowieckich żołnierzy poza granicami kraju, kiedy zabijani zmienili się w zabójców, czasami w oprawców, katów.
Kak  w i e r u j e m  i my samy,  nie wiedaja, szto tworim… AM  tłumaczy: ‘nie wiedząc, co niesie los’.  Jako  repatrianta z Rosji nie można tego tłumacza posądzać o niedostateczną znajomość języka i pomyłkę.  Wychodzi na to, że tłumacz świadomie  zatarł  czytelne w rosyjskim oryginale nawiązanie do męki Chrystusa.
Okazuje się, że to,  co mógł poeta wyrazić w sposób czytelny po rosyjsku w Związku Sowieckim, w Polsce zostało uznane za „trefne”, zadziałała autocenzura tłumacza!  
Jest dla mnie oczywiste, że naszkicowany w pieśni obraz szalonego, tak naprawdę pozbawionego rozumu ”boga”, który ma zamiar doprowadzić ziemię do zagłady, nie ma nic wspólnego z Bogiem chrześcijańskim. Słowo „bóg” jest tylko maska kryjącą despotycznego wodza względnie system sowiecki, jego  zarządców.
Gdyby piosenka odnosiła się naprawdę  do chrześcijańskiego Boga, byłaby to kpina, bezlitosne szyderstwo, bluźnierstwo, a w jego cieniu  ciężkie oskarżenie. Byłaby to piosenka mocno antychrześcijańska.  Ale Okudżawa w tamtym czasie jawnie deklarował się jako niewierzący, ochrzcił się dopiero przed śmiercią, gdy Związek Sowiecki już nie istniał.   Wobec tego należy uznać, że słowa bog i  Hospod’ (Pan) stanowią tylko maskę najwyższego sowieckiego decydenta bądź całej grupy decydentów.
W tej sytuacji o gorzki  uśmiech ironii przyprawia fakt, że ta piosenka  została uznana przez młodzież za godną śpiewania ..podczas katolickich pielgrzymek na Jasną Górę.

Włodzimierz Wysocki: tworzenie „sztucznej mgły”

Włodzimierz Wysocki zyskał u nas największą popularność w 2. połowie  lat 70tych, kiedy już  fala popularności Okudżawy opadła. Zaczęło wtedy u narastać napięcie ostatnich  lat rządów ekipy gierkowskiej, ujawniła się szerszym masom i rozrosła opozycja. Zaczęło się od carterowskiej kampanii praw człowieka, zaznaczyła się pewna pokazowa liberalizacja reżimu. Związek Sowiecki był w przededniu uwikłania się w awanturę wojenną w  Afganistanie.
Wydawałoby się, że są to okoliczności sprzyjające  rozluźnieniu więzów cenzury i większej swobody wypowiedzi literackiej. Takie zjawiska istotnie zachodziły w twórczości literackiej, natomiast możemy przeżyć  pewne rozczarowanie  czytając polskie przekłady piosenek  niewygodnego rosyjskiego barda.

Z jednej strony zmieniło się pokolenie najbardziej wrażliwych, młodych odbiorców: Wysocki przyciągał ich swoją „ostrością”, Okudżawa uchodził teraz za „zbyt miękkiego”. Jego melancholia i wyciszenie nie były teraz na czasie, zostały wyparte przez neurasteniczne  miotanie się Wysockiego, jego wyrazisty, jakby wiecznie młodzieńczy bunt. No i przez porównanie z kaukaskim rodowodem Okudżawy wydawał się o wile bardziej „rosyjski”.

Z drugiej strony jednak brakowało mu finezji i głębi Okudżawy, także jego „pazur” nie drapał chyba systemu zbyt mocno, do krwi, nie stawiał  zbyt niepokojących pytań, jak to było w przypadku wystąpienia Okudżawy. Stworzyło to pewien stereotyp, nawiązujący do rzekomo typowych cech psychicznych Rosjanina (jakie zapamiętano jeszcze sprzed bolszewickiego przewrotu) wybuchającego, obnażającego  serce i trzewia pod wpływem wódki, dziwnego, nieodgadnionego, niezbyt zrozumiałego, twardziela i wrażliwca zarazem, przesiąkniętego  jakimś rzekomym „wschodnim”,  mistyczno-wariackim kolorytem, zapamiętanym z lektury Dostojewskiego.

Oczywiście prowadziło to do nieporozumień. W tych miejscach, gdzie Wysocki wypowiadał się wprost i dość jednoznacznie, człowiek przekładający jego utwory mógł dopatrywać się Bóg wie jakich dziwności i poplątań „rosyjskiej duszy”.

Przeanalizujmy fragment  najbardziej znanego  przekładu piosenki  Włodzimeirza Wysockiego  W MROKU (w oryginale: TIEMNOTA albo w TIEMNOTIE), dokonanego przez  Bogusława Wróblewskiego; jego przekład oznaczam jako BW.

Jak wynika z tekstu, tytułowy  „mrok” nie oznacza ciemności nocnej, raczej ciężkie, ponure zachmurzenie, brak słońca. Tłumacz robi z niego kompletną noc, nakazuje „czekać na dzień”. Niby drobiazg, ale tym nieuprawnionym zabiegiem  już na początku rozpoczyna  się cała seria przeinaczeń  tekstu, które w końcu  doprowadza do poważnych odchyleń.

Темнота впереди, подожди!
Там стеною - закаты багровые,
Встречный ветер, косые дожди
И дороги, дороги неровные.


BW:
Z przodu ciemność - poczekaj na dzień,
Z przodu krwawe zachody jak ściana,
Deszcz zacina i wiatr w oczy dmie
I zła droga, i droga splątana.


Bagrowyje zakaty  to nie zachody „krwawe”, lecz „purpurowe”,  symbolicznej barwy imperialnej  chylącego sie do upadku supermocarstwa. Stiena  to również  ‘mur’,  wiersz w oczywisty sposób przywołuje obraz czerwonego kremlowskiego muru, żeby nie było żadnej wątpliwości, kto i co się chyli do upadku („zachodzi” on  jak słońce,  inny znany symbol imperialnego despotyzmu) .  

Drogi są nie tyle ‘splątane’ albo ‘złe’, co zwyczajnie  ‘nierówne’ bądź   ‘nieproste’ ,w każdym razie łatwa  i prosta droga jest  tutaj nie dla każdego.  To też nie wymaga komentarza.
Tyle, że tłumacz nam tych podtekstów nie przekazuje, zdaje się ich nie dostrzegać, nie wyczuwać. Tworzy na to miejsce klimat wampirycznego horroru, bardzo uogólnionego i mglistego, który rozgrywa się w jakiejś baśniowej krainie, nie w jakże realnym kraju.

Dalej autor mówi nam słowa, które bardzo wiele znaczą:  

Там проверка на прочность - бои,
И туманы, и ветры с прибоями.
Сердце путает ритмы свои
И стучит с перебоями.


Prowierka na procznost’ – boi, i tumany, i wietry … Znaczy to: ’próba  na wytrzymałość -  to walki, i mgły,  i wiatry…’ To jest coś, co może człowiek przyprawić o atak  serca –„serce rytm zgubi  i potknie się” (przekład mój M.G.).Każdy, kto miał do czynienia z technicznymi próbami  wytrzymałościowymi w zakładzie przemysłowym, np. świeżo wyprodukowanego pojazdu  - wie, o co chodzi. To na pewno nie jest zabawa. Autor przywołuje obraz człowieka w kraju, gdzie bardzo trudno żyć, poddanego olbrzymiej presji , która może go kosztować  zniszczenie.

Tymczasem w omawianym przekładzie snują  się potoczyście  linijka za linijką, ale te linijki  mówią coś całkiem innego. Z rzeczy bardzo poważnej  tworzy się opowieść o harcerzyku, który  musi  „się sprawdzić” w życiu, zahartować… ot, próby , które niewiele kosztują i wyjdą mu tylko na zdrowie,  zostanie „chwatem”, nie żyjącym w realnym, paskudnym i ponurym  państwie, tylko na  uroczej wyspie chłopięcych przygód, coś w rodzaju Nibylandii  Piotrusia Pana.

I to właśnie ( w pełni świadomie?)   BW:
Tam zobaczysz czyś mięczak czy chwat,
Gdy wiatr wściekły mgłą targa w porywach,
Przeciw sobie masz siebie i świat -
Serce słabnie i rytm swój przerywa.


Dzięki nadinterpretacji tłumacza  sprawdzany człowiek ma przeciwko sobie nie konkretny system w konkretnym kraju, tylko jakiś uogólniony „świat”. No  i jeszcze,jak  dodaje  tłumacz, ”siebie”. Czyli  zmaga się w istocie sam ze sobą ze sobą , pewnie ze swoją mazgajską  „mięczakowatością”? Jak harcerzyk, to harcerzyk!

Nie walczy o uczciwe i godne ludzkie życie,  tylko zaczyna wyglądać na jakiegoś  neurastenicznego   buntownika  bez powodu, któremu ”świat”  się nie podoba. A świat wiadomo, jest jaki jest, nie ma w nim miejsca na donkiszotów. Jego bunt jest więc  pozbawiony zdrowego sensu [?].

I cały polityczny podtekst  zostaje rozmyty w tej  wziętej z powietrza  wizji tłumacza:  dziarskich zuchów, chwacko zaliczających kolejne sprawności… (a z boku stoją zapewne  dobrzy panowie  egzaminatorzy  z  KGB i kiwają  głowami  z uznaniem, aby wręczyć  odznaki…)
Czy  potrafimy  w narzuconej  nam przez skłamany przekład wizji  rozpoznać  prawdziwy  kraj Stalina  i Breżniewa?

Do tego dochodzą oczywiste nielogiczności .Autor wymienia osobno mgłę  i wiatr. „Próba mgły” polega na tym, aby  odnaleźć drogę w stanie zupełnej  dezorientacji, kiedy nie  widać drogi .Tłumacz dodaje od siebie, że rzekomo „wiatr targa mgłą” (co nie ma uzasadnienia w tekście oryginału). Skoro wiatr  „targa” mgłą, to ją rozprasza, a więc  próba dezorientacji byłaby chybiona.   Oryginał  żadną miarą  nie daje do tego podstaw.

Serce putajet  ritmy swoi,  ‘gubi swoje rytmy’,  to też swoista dezorientacja organizmu: zaczyna się arytmia, człowiek z  tym żyje, ale  kiepsko, niewydolnie.  Przekład sugeruje raczej  że następuje  zawał  i wszystko  się kończy, bohater znika ze sceny. Chciałoby się tu wtrącić: powoli,  to byłoby zbyt proste!   Ale może przejdźmy nad takimi subtelnościami  do porządku dziennego.   

Там и звуки, и краски не те,
Только мне выбирать не приходится,
Очень нужен я там, в темноте!
Ничего, распогодится.


BW:
Tam fałszywe są barwa i głos.
Lecz ja dzisiaj wybierać nie mogę,
Tam, z ciemności, przyzywa mnie los,
Żegnam was - ruszam w drogę!


Czyżby tłumacz świadomie  pominął bardzo jasne przesłanie wiersza? Mnie wybirat’ nie prichoditsia  -‘nie wypada, nie przystoi mi wybierać’ (chodzi  oczywiście o pokusę pozostania za granicą na stałe). Jest to więc wybór urastający do rangi wyboru honorowego, wręcz etycznego.

Dlaczego? Oczeń nużen ja tam, w tiemnotie  - odpowiada autor. ‘Ja potrzebny  tam jestem, gdzie mrok’(przekład mój,M.G.)  Potrzebny tym, co w mroku pozostali i muszą w  nim żyć. To brzmi pięknie.

Piosenkę kończy nuta nadziei: Niczewo – raspogoditsia (w moim przekładzie: Co tam – musi rozjaśnić się). Mrok wyolbrzymia, budzi lęk. Blask światła, jasności  jest tym, co rozproszy złe czary Krainy Mroku, pokaże, co jest czym, nada właściwe wymiary. Takie jest przesłanie  tej piosenki, zrozumiałe dla każdego obywatela dawnego ZSRR, pamiętające czasy sowieckiego „mroku”.

Nic z tego heroicznie zakrojonego  odruchu solidarności z więźniami „czerwonego muru”, nic z tej iskry nadziei nie zostało nam przekazane. Prostą, po ludzku zrozumiałą  decyzję tłumacz przekształca w jakiś mistyczny fatalizm („przyzywa mnie los”),który zamąca  jej jasność. W oryginale żadnego takiego fatalizmu nie ma.  Czy więc przekład rzeczywiście  spełnił swoje zadanie udostępnienia polskiemu odbiorcy  a u t e n t y c z n e j  treści rosyjskiego autora?  


Podsumowanie    

Zacznijmy od tego, że tłumaczenie poezji rosyjskiej nastręcza tłumaczowi polskiemu pewne problemy ,związane z faktem, że jako wychowany na języku polskim ma też pewne nawyki oraz wyobrażenia, jak  tekst poetycki powinien wyglądać  (zwłaszcza jeżeli sam pisze lub ma ambicje literackie). Gdy wciela się w rolę tłumacza ,te jego nawyki i wyobrażenia zderzają się z obcą tradycją literacką, która może operować  innymi środkami  wyrazu, zabiegami stylistycznymi, poetyką, typem frazy, rytmu  i rymu.   

Rzuca się to wyraźnie w oczy   w konfrontacji np. ze współczesną poezją anglosaską. Przemawia ona dość często językiem, który Polak zakwalifikowałby jako typowy raczej dla prozy. Z kolei współczesna poezja rosyjska w sowim głównym nurcie dość wierna tradycji wiersza rymowanego, może się wydawać polskiemu tłumaczowi nienowoczesna i nieco staroświecka.

Główny problem polega jednak na specyficznym typie rytmiki i układu rymów, z którym mamy do czynienia np. w tekstach przytaczanych tu przeze mnie piosenek i ballad , ale dotyczy  nie tylko tekstów  przeznaczonych do śpiewania. Występuje także w długiej tradycji wierszowej i uświęcony został nazwiskami Puszkina  i Lermontowa. Ma on swe źródła ludowe, występuje np. w popularnych przyśpiewkach-czastuszkach. Mówiąc w pewnym uproszczeniu,  jest to strofa składająca   się z czterech wersów, w których przeplatają się rymu męskie ( akcent na ostatniej sylabie) z żeńskimi (akcent na sylabie przedostatniej).

Z przekładaniem wersu zakończonego rymem żeńskim tłumacz polski nie ma większego problemu (w języku polskim dominuje typ akcentu kładzionego na sylabie przedostatniej wyrazu, a dzięki temu w poezji wierszowanej dominują rymy żeńskie). Problem taki pojawia się, gdy trzeba przełożyć rosyjski wers zakończony rymem męskim. Język rosyjski zawiera względną obfitość wyrazów z akcentem na ostatniej sylabie, czego nie można powiedzieć o języku polskim.

Aby więc oddać po polsku rosyjską  frazę zakończoną sylabą akcentowaną, tłumacz musi dobrać  jakaś kombinacje dwóch wyrazów polskich, przy czym  ten ostatni bywa najczęściej wyrazem jednosylabowym.

Zmusza to do tak pracochłonnego dobierania słów, że czasami tłumacz odstępuje od wzorca rymów wymaganego przez rosyjski oryginał, tworząc strofę, w której występują wyłącznie rymy żeńskie. Jest to zabieg, jakiego dokonał Mieczysław Jastrun w swoich obydwu przekładach omawianego wyżej wiersza Borysa Pasternaka.

Np. w czwartej zwrotce wers brzmiący po rosyjsku:
Na zwiezdy smotrit proszłyj wiek (końcowy rym męski),
w przekładzie Jastruna nabiera takiego kształtu:
Na gwiazdy patrzy wiek miniony (rym żeński).

Ten zabieg powoduje, że ulega zmianie ilość sylab w wersie i cała rytmika wiersza. Kusi on przy tym, aby dla zapełnienia nadmiernej ilości sylab użyć jakichś dodatkowych, nieszczególnie potrzebnych określeń, które pełnią rolę „wypełniaczy”. Zbyt duża ilość takich słów dodanych tylko „dla zapchania dziur” może doprowadzić do zamącenia przejrzystości treści wiersza.

Niestety, zabiegi te w odniesieniu do przekładów  tekstów  rosyjskich urastają do rangi pewnej utrwalonej maniery przekładowej, zwłaszcza w praktyce dawniejszej.   W tekstach śpiewanych zwykle potrzeb zachowania pierwotnej rytmiki utworu zmusza raczej  do żmudnego zastępowania rymów męskich niż do ich likwidacji. W przytoczonych powyżej przekładach „upolowałem” kilka takich „wypełniaczy” niepotrzebnych, a nawet szkodliwych. W omawianych przeze mnie przekładach odnosi się to  głównie  do uświęconych i rzekomo  „niepodważalnych” przekładów rosyjskich Jastruna. Czynniki pozaliterackie, które zmuszały tłumacza do chytrej gry z cenzurą,  oraz zmaganie się z własnym  utrwalonym stereotypem „Rosjanina” omówiłem wyczerpująco powyżej.

Pozostaje odpowiedzieć sobie na pytanie, co należy uczynić, aby na nowo i w bardziej autentyczny sposób zapoznać współczesnego młodego odbiorcę z tymi pięknymi przecież tekstami. Jest to odbiorca, który nie ma wielkiego pojęcia o niegdysiejszych problemach z cenzurą, a także niestety o życiu w systemie tzw. realnego socjalizmu wg sowieckiego wzoru.

Moim zdaniem należy podjąć trud przekładowy utworów przeze mnie wymienionych ( a także wielu innych) na nowo, nie zadowalając się tym, że  istnieją już przecież  przekłady tych utworów. Ponieważ tamte,  dotychczasowe przekłady powstawały warunkach szczególnych, które nie sprzyjały  szczególnej wnikliwości przekładu. Na dodatek moje  pokolenie, którego obecny przeciętny wiek waha się wokół 60tki,było przez lata dorastania w systemie komunistycznym niezmiernie wyczulone na wszelkie przemycane aluzje polityczne; chwytało w lot to wszystko, co autor chciałby wyraźnie powiedzieć, a nie może.  

Młode pokolenie nie ma tego wyrobionego ucha, dla niego te wszystkie smaczki, podteksty, aluzje, które my onego czasu triumfalnie odkrywaliśmy  - są martwe… o ile poprzez naszą sztukę przekładu  nie sprawimy, że staną się one czytelne również dla tych odbiorców. Jak ,mam nadzieję, wykazałem, że droga do tego prowadzi przez przekład bardziej wierny oryginałowi głównie w tym, że  będzie respektował jego ukrytą głębię.


Mirosław Grudzień

Dodatkowe informacje