Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Mirosław Grudzień - DLA OBYDWU NARODÓW - RZECZ O JANIE CZECZOCIE

Gdy uwielbień godna cnota,
Któż godniejszy nad Czeczota?
Więc, panowie, jego zdrowie,
Vivat Czeczot Jan!

Antoni Odyniec, Pieśń Filaretów

JAN ANTONI CZECZOT (Białorusini piszą to nazwisko w swoje wersji językowej Čačot) urodził się 24 czerwca 1796 w Maluszycach koło Nowogródka. Aczkolwiek jego rodzice byli już mocno zbiedniałą szlachtą (ojciec był ekonomem na obcych dworach), ród szczycił się starym polskim herbem Ostoja. Nazwisko natomiast wykazuje cechy językowe ruskie. Jego matką była Klara z Haciskich — jej nazwisko panieńskie, o wyraźnych białoruskich cechach językowych, wykazuje rodowód "miejscowy", aczkolwiek imię jej jest bardzo katolickie i "zachodnie", wykazuje więc daleko posunietą polonizację.
   Rodzice byli być może unitami, którzy dopiero niedawno przeszli na obrządek rzymsko-katolicki. Białoruski badacz Kastuś Ćwirka podaje bowiem, że Jan został ochrzczony dwa razy — po raz pierwszy dnia 6 lipca w kościele unickim, a po raz drugi w dniu 19 lipca przez księdza katolickiego, który dodał mu imię Antoni.       Ród Czeczotów z dawien dawna przynależał do drobnej, niezamożnej szlachty kresowej. Jeszcze pradziad poety, Filip Czeczot, posiadał jednego chłopa pańszczyźnianego (...) lecz już dziad i ojciec jego utrzymywali się wyłącznie z pracy rąk własnych siedząc zazwyczaj na dzierżawach lub folwarkach zastawnych — pisze Stanisław Świrko.

 

   W okresie wczesnego dzieciństwa poety Czeczotowie przenieśli się z Maluszyc do Rzepichowa koło Nowej Myszy. Stąd późniejszy żartobliwy filomacki pseudonim "Jan z Myszy".
   Młody Jan studiował na Uniwersytecie Wileńskim (na wydziale nauk moralnych i politycznych), by zostać prawnikiem. Zacieśnił tam więzy przyjaźni z dawniej już znanym (ze szkoły w Nowogródku) Mickiewiczem, który wprowadził go w styczniu 1819 roku do kręgu filomackiego.
  Sekretarz filomatów, u filaretów przewodnik Związku Błękitnego (literackiego) był Czeczot nadwornym balladzistą, jambistą, piosenkarzem i "rymarzem" — pisze Barbara Wachowicz.
   Na turnieju poetyckim, która odbył się 21 grudnia 1818 r., Czeczot został uznany za "trzeciego poetę" po Adamie Mickiewiczu i Tomaszu Zanie. W 1819 napisał sporo białoruskich tekstów i skeczy scenicznych, w tym tak popularne wśród filomatów Da pakińcie horła drać i Jedziesz, mileńki Adam.
   Potem jednak przerwał studia (najprawdopodobniej z powodów finansowych) i został oficjalistą - pisarzem w zarządzie majątków Radziwiłłów.

 

PIEŚNI FILOMACKIE

  

   Pieśniarstwo Czeczota najsilniej uwydatniło się i odcisnęło na życiu towarzyskim filomatów. Nie było imienin, majówki czy zebrania koleżeńskiego, którego by nie okrasił swymi „śpiewkami", nastrojonymi zazwyczaj patriotycznie lub ludowo, nierzadko na nutę gminnej pieśni białoruskiej. Był też autorem bardzo popularnej pieśni (w języku białoruskim) Štoż my vašeci skažem..., wzorowanej na ludowej pieśni obrzędowej.

   Inspiracją były uroczystości imieninowe, na których najwybitniejsi poeci filomaccy: Adam Mickiewicz, Jan Czeczot, Tomasz Zan i Onufry Pietraszkiewicz, zabawiali swych kolegów poezją okolicznościową. Dochowały się szczegółowe opisy kilkunastu takich uroczystości imieninowych, nazywanych zazwyczaj od imion poszczególnych filomatów, jak „Tomaszowe", „Adamowe", „Jeżowe", „Onufrowe", „Janowe", „Jaroszowe" itp. Bardzo wcześnie, bo już na pierwszych tego typu zebraniach koleżeńskich, recytowanej poezji okolicznościowej zaczęła towarzyszyć melodia. Od tej chwili śpiew staje się więc nieodłącznym towarzyszem poezji filomackiej.

Wszyscy oni z upodobaniem śpiewali pieśni, na zebraniach koleżeńskich i na majówkach poza murami Wilna. W ich repertuar wchodziły zarówno popularne pieśni szlacheckie i ludowe, jak i komponowane po amatorsku we własnym gronie.

   Po procesie filomatów w 1823 roku i rozproszeniu najwybitniejszych spośród nich po całym imperium rosyjskim, a następnie po zamknięciu w 1838 roku Uniwersytetu Wileńskiego, pieśni filomackie i filareckie poczęły powoli ginąć i zacierać się w pamięci ogółu. Przypomniano sobie o nich dopiero u schyłku ubiegłego wieku, a to w związku ze zbliżającą się setną rocznicą urodzin Adama Mickiewicza.

   W roku 1888 Zdzisław Hordyński ogłosił na łamach „Pamiętnika Towarzystwa Literackiego im. A. Mickiewicza" rewelacyjną wiadomość o istnieniu „Filareckiego śpiewnika". Informacja pochodziła z najbardziej miarodajnego źródła, bo od wdowy po Tomaszu Zanie. Podała ona w liście z 12 października 1887 r. do Juliana Horoszkiewicza, że Tomasz Zan napisał go własnoręcznie w roku 1855, a więc tuż przed swoją śmiercią.

 

OJCIEC BIAŁORUSKIEJ ETNOGRAFII

 

   Napotykamy w tym śpiewniku sporo pieśni Czeczota, w tym Co to starzy za wariaci (napisane około 1818 roku) oraz Precz, precz od nas nudy, troski. Pierwszej z wymienionych towarzyszy pochodząca niewątpliwie od Czeczota adnotacja "melodia krewicka" (tj. białoruska). Przy drugiej: "muzyka Krewiczan, Siem dzion małatiła, 1818—1819".
   Zachowała się napisana po białorusku etiuda sceniczno-poetycka na dzień 7 marca 1819 r. - w charakterze swoistych życzeń urodzinowych dla Jozefa Jeżowskiego - "Urodziny władcy" .
   Białoruskie pieśni Czeczota znali i śpiewali wszyscy filomaci, i nie tylko. Tomasz Zan opisywał, jak podczas noclegu w Kanwaliszkach w październiku 1820 roku, przebudził go w nocy głośny śpiew...po białorusku: Da pakińcie horła drać!...
   W języku białoruskim pisał Czeczot także po katastrofie Towarzystwa Filomatów, gdy już powrócił z Uralu w rodzinne strony. Np. "krewickie" wiersze z lat 1844 — 1846, adresowane były bezpośrednio do chłopów.
   Zdaniem Kastusia Ćwirki również ballady Czeczota (zachowało się 8) były początkowo napisane po białorusku i dopiero potem przełożone na polski. Ballady Czeczota długo pozostawały niedocenione przez krytyków i badaczy, aż do 1972 roku, gdy ukazała się książka Stanisława Świrki "Z kręgu filomackiego preromantyzmu".

   W okresie wileńskim upodobania ludoznawcze Czeczota nabierają cech zainteresowań świadomych i znajdują swój wyraz w jego twórczości poetyckiej, a szczególnie w balladach. Pierwsza wzmianka o balladach pojawia się w korespondencji filomatów pod datą 25 lipca 1819 r. (list Czeczota do Mickiewicza) i odtąd o nich w korespondencji jest głośno. W przeciwieństwie do pieśni, którymi sypał jak z rękawa na każdym zebraniu filomackim czy uroczystościach imie-ninowych, z balladami Czeczot się nie obnosił, nawet raczej jakby się z nimi ukrywał. Szybko zresztą został zepchnięty w cień przez genialnego druha Adama, którego wyższość jako poety z pokorą uznawał i głosił. Toteż zapomniano o nich powszechnie. Zastanawiając się nad inspiracjami ballad mickiewiczowskich, badacze szukali ich wszędzie, tylko nie u Czeczota. Zainteresowano się nimi ponownie dopiero grubo po śmierci poety, bo w ostatnim ćwierćwieczu XIX w., a to w związku z odnalezieniem tzw. „Raptularza Czeczota", w którym znajdują się wszystkie jego ballady prócz jednej. Pierwszą relację o „Raptularzu" podał J. H. Rychter w la-tach 1886—1887 w dwóch obszernych artykułach.

   Tzw. „Raptularz Czeczota" stanowi duży manuskrypt zapisany kilkoma charakterami pisma. Był on w posiadaniu poety w ostatnich latach jego życia, a po śmierci przeszedł na własność jego przyjaciela Adolfa Kobylińskiego z Cieszewli w powiecie nowogródzkim. Ten z kolei przekazał rękopis w 1888 r., za pośrednictwem Edwarda Pawłowicza, do Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Lwowie. I w tymże Zakładzie, mimo wszystkich historycznych kataklizmów i przemian, znajduje się obecnie.

   W liście do hr. Konstantego Tyszkiewicza z 1845 r., uzasadniając swój projekt wydawania biblioteczki groszowej ,,in gratiam Ekonomów i Ekonomówien", tak oto pisał o sobie: „Mnie, ekonomskiemu też dziecku, proszę nie mieć za rzecz zdrożną, iż chciałbym ich dzikie obyczaje przynajmniej piosenką łagodzić..."
   Według późniejszego świadectwa Ignacego Domeyki Czeczot wraz z Mickiewiczem bardzo często „przypatrywali się kiermaszom, targom i odpustom, bywali na weselach chłopskich, dożynkach i pogrzebach".

   A ludność wokół Nowogródka była ta sama jak i w okolicach Myszy czy Baranowicz: rzadko rozsiane dwory magnackie, liczne zaścianki drobnoszlacheckie i wsie białoruskie. Maluszyce, Worończa, jezioro Świteź, Płużyny, Kołdyczewo z Jeziorem Kołdyczewskim, Rzepichowo, Stara i Nowa Mysz, rzeka Myszanka, Baranowicze — oto świat dzieciństwa Czeczota, świat, w którym drobnoszlachecka kultura polska splotła się w przedziwny konglomerat z ludową kulturą białoruską - pisze z kolei St.Świrko.
   Zapisując swoje późniejsze „Piosnki wieśniacze" , Czeczot zanotował skrzętnie: roku 1806 czy 1807 w Baranowiczach, w parafii myskiej w nowogródzkim powiecie, będąc jeszcze dzieckiem, i dotąd ją z notą przechowałem w pamięci.

   Adam szybko wstąpił do wyższej sfery jego wybitnych dzieł — to słowa Domeyki — Ale Jan pozostał wierny do śmierci poezji ludowej ...
   Wydaje się, że stanem naturalnym,w ktorym wyrósł Czeczot, także w domu rodzinnym , była bilingwa polsko-białoruska, dwujęzyczność nie tylko chłopów, lecz także mieszczan i szlachty. Zaświadcza to on sam w 1846 roku, wspominając „staruszków panów", którzy lubili między sobą mówić po białorusku.
   Polskie teksty jego ballad (przekładane z białoruskich oryginałów bądź nie) obrazują to wzajemne przenikanie się obydwu współistniejących przestrzeni językowych, przesycone są bowiem miejscowymi białorutenizmami. Oto pejzaż ojczysty widziany oczyma Czeczota:
   Drwale pozostawili w lesie łachun, zaś pracy chłopów na pańskim dogląda ciwun. W głuchym lesie wyrastają tajemniczo dla nas brzmiące łachan i bahun ( czyli "łochynie" i "bagno"). Zwiastunem nadejścia zimy bywa zwykle porosza (pierwszy śnieg) ... można wtedy tylko pochutnywać, że zima w końcu kiedyś minie i nadejdzie po niej wiosna...
   Wprowadzał do polszczyzny — poprzez swoje ballady — również pożyczki z gwar białoruskich: głumić, chłusać, bożyć się, połos, doprosy.
Czeczot tworzył zarówno po polsku, jak i w "chłopskiej niszczyźnie", którą sam nazywał mową sławiano-krewicką. Mowa ta była kształtującym się wówczas właściwym językiem białoruskim, który nie posiadał jeszcze nawet żadnej gramatyki czy słownika.
   Pierwszy zbiór pieśni białoruskich: „Piosnki wieśniacze znad Niemna i Dźwiny, niektóre przysłowia i idiotyzmy w mowie sławiano-krewickiej z postrzeżeniem nad nią uczynionymi"”] wydał w 1837 roku w Wilnie. Łącznie Czeczot wydał aż siedem tomów podobnych "piosnek" [NB. „idiotyzmy” oznaczało wtedy „swoiste wyrażenia, zwroty, porzekadła” !].
   Pozostaje wspomnieć o jeszcze jednej piosence białoruskiej Czeczota którą napisał w więzieniu w Wilnie.Tak to wspominał Antoni Odyniec: [Wieczorem do celi Tomasza Zana] przyszli Suzin i Czeczot. Ten ostatni śpiewał przy akompaniamencie gitary swoją piosenkę w mowie ludu:
Da latuć , latuć da dzikija husi
Da nas paviazuć da dalokaj Rusi
   Dalej piosenka mówiła o gęsiach, które lecą na południe, podczas gdy więźniów poprowadzą prowadzić na północ, i kto wie, czy powrócą. Piosenka spowodowała wzruszenie i smutek wszystkich zebranych...


WPŁYW NA MICKIEWICZA


   W czasie, gdy Zan, Czeczot czy nawet Pietraszkiewicz uprawiali już twórczość ludową, Mickiewicz tkwił po uszy w klasycyzmie i występował nawet wśród filomatów jako zagorzały jego propagator — pisał St. Świrko.

   Pierwsza połowa 1819 r. nie przynosi również większych zmian. Poeta pisze poemat klasycystyczny Żywila, oraz poświęca Franciszkowi Malewskiemu poemat opisowy Warcaby. A więc znów klasycyzm najczystszej wody. Ludowości w dalszym ciągu ani śladu. Nie wykazują jej też jamby imieninowe z uroczystości „Jeżowych", „Onufrowych" czy „Janowych" i z tzw. „Pożegnania". Wreszcie wiosną 1819 r. poeta składa egzamin końcowy i opuszcza Uniwersytet Wileński udając się do Kowna na posadę nauczycielską. Tak więc w całym okresie studiów wileńskich i działalności filomackiej nie można mówić ani o ludowości, ani j o romantyzmie Mickiewicza, bo ich w twórczości poety zgoła nie było. Zasadniczy przełom w dziejach twórczości Mickiewicza nastąpił więc dopiero na gruncie kowieńskim. Przełom romantyczny Mickiewicza na gruncie kowieńskim był jednocześnie zwrotem ku ludowości.

   Wypływała ona u poety z trzech różnych źródeł: z lektury obcej, szczególnie poezji niemieckiej(...), z własnych kontaktów poety z ludem, obserwacji i wspomnień; wreszcie z ludowej poezji filomackiej.

   Z wypowiedzi Mickiewicza w liście do Zana widać wyraźnie, iż poeta szczególnie zainteresował się balladami (wlazłem w ballady) i że liczył w tym względzie na pomoc kolegów filomatów (tyś miał mnie pomagać).

   Znacznie wcześniej i wielokrotnie zwracał się w tej samej sprawie do Jana Czeczota. Pierwszy list Mickiewicza do Czeczota w sprawie ballad nosi datę 4 października 1819 roku i ma charakter zwięzłej prośby o nadesłanie czeczotowych ballad Świtezi i Bekiesza.

   W tym czasie Mickiewicz zerwał świadomie z programem poezji klasycystycznej i po nowe wzory zwrócił się do rodzimej poezji ludowej — konstatuje St. Świrko.

   Mówi o tym znamienny list Mickiewicza do Czeczota: ... Choroba twoja okropnie mnie przeraziła. Jarosz mnie o niej doniósł(...) Właśnie przed tym doniesieniem umarł tu jeden z podobnej choroby, a kilku gwałtownie zapadło. Wszystkie te okoliczności tak mnie obałamuciły, żem w nocy spać nie mógł, a zasnąwszy przyśniło się, jakobyś ty umarł; porwałem się, kazałem zapalić świecę i mówiłem pacierze (trwoga, do Boga). Wybijałem sobie z głowy senne głupstwo, a w odurzeniach napisałem dwie króciutkie ballady...

   Gdy Mickiewicz przyjechał na ferie bożenarodzeniowe do Wilna w 1819 roku, wiózł filomatom pierwszą swą balladę: To lubię. Ballada ta miała się stać, nie tylko w karierze literackiej poety, ale i w dziejach piśmiennictwa polskiego wieku XIX — punktem przełomowym, niemal rewolucją literacką, otwierającą najbujniejszy okres rozwoju naszej poezji narodowej. Za wymienionymi tu balladami poszły następne, dając w rezultacie w 1822 r. tomik Ballad i romansów — kamień węgielny romantyzmu polskiego.

   Tak, w wielkim oczywiście skrócie, przedstawiała się droga poetycka Mickiewicza od oświeceniowego klasycyzmu do romantyzmu i ludowości — stwierdza dalej Świrko — Pomagali mu na niej wydatnie filomaci, a wśród nich szczególnie Czeczot i Zan.

   Myśl o inspiratorskiej roli ballad Czeczota i Zana poparł prof. Juliusz Kleiner: „Pamiętać też należy, że na r. 1820 przypada Switeź Tomasza Zana, a na r. 1819 Switeź Czeczota [...]; oba te utwory mogły pobudzić Mickiewicza z chwilą, gdy ballady stały się głównym terenem jego twórczośći.

   Również Podhorski-Okołów przypisał w kształtowaniu się pomysłów balladowych Mickiewicza szczególną wcześniejszej rolę Czeczotowej Świtezi.

   Nie ulega też wątpliwości, że asumpt do postaci Złego Pana w Dziadach dały Mickiewiczowi informacje od Czeczota, którego rodzice w pobliżu przez czas dłuższy siedzieli na dzierżawie. Sam Czeczot zużytkował wcześniej ten motyw ten w swojej balladzie Uznohy (postać okrutnego dziedzica, który zginął wpożarze).

 

LATA PÓŹNIEJSZE


   Zgodnie z wyrokiem, który zapadł w procesie filomatów Tomasz Zan, Jan Czeczot i Adam Suzin zostali skazani na zesłanie na Ural i "twierdzę". Czeczotowi przypadlo sześć miesięcy.
   Po zwolnieniu został przeniesiony do Ufy. W 1830 r. udało mu się przenieść do Moskwy, w cztery miesiące później — do Tweru , a następnie — do miejscowości Torżok. W 1833 roku pozwolono mu — pod nadzorem policji — powrócić na tereny byłego Wielkiego Księstwa, gdzie wstąpił do służby w administracji Kanału Berezyńskiego. Tam zajmował się nadal zbieraniem pieśni ludowych. Dopiero w 1839 roku zdjęto nadzór policyjny, a w 1841 r. mógł powrócić do Nowogródczyzny. Tam, już poważnie podupadły na zdrowiu, objął posadę bibliotekarza u hrabiego Chreptowicza, który posiadał jedną z najbogatszych bibliotek w Europie w swoim majątku w Szczorsach.
   [W stronach rodzinnych] nikt nań nie czekał. Starzy rodzice, których ubóstwu miał być podporą, zmarli. Rodzeństwa nie miał. Ukochana Zosia Malewska, siostra Franciszka, wyszła za mąż. Tułał się po zamożnych dworach, wędrował po wsiach — pisze Barbara Wachowicz.

   Janek znajduje sią na Białej Rusi — donosił "Jeż" Mickiewiczowi. — Doświadcza jednak niedostatku, nudy i tęsknoty.

   Napisał wiele pięknych piosenek, do których piękne podorabiano muzyki. Jedną z nich śpiewamy do dziś. To „Prząśniczka" Moniuszki.

    Ze skąpej ikonografii filomackiej mamy dwa wizerunki Czeczota. Wystylizowany profil z nagrobka w Rotnicy pod Druskienikami i rysunek z natury z lipca 1847, niedługo przed zgonem. Wychudła, smutna sylwetka wsparta o poduszki. Umierał na gruźlicę — pisała Barbara Wachowicz w swoich "Malwach na lewadach".
    23 sierpnia 1847 Jan Czeczot zmarł i został pochowany we wspomnianej wyżej Rotnicy. Adama Mickiewicz z opóźnieniem dowiedział się o śmierci przyjaciela, o czym z ciężkim sercem pisał 26 czerwca 1853 do Ignacego Domeyki, do Chile.

   W zbiorku wierszy Czeczota spalonym podczas powstania warszawskiego, znajdował się czterowiersz:

Ach, może wieki przeminą,

A nas tu nigdy nie będzie;

Lecz dusze nasze nie zginą

Cień nasz tu brzegi osiedzie.

   Jan Huszcza, autor „Antologii poezji białoruskiej", nazwał Czeczota najpiękniejszą postacią polsko-białoruskiej więzi literackiej. Tysiące piosnek wieśniaczych ocalił od zapomnienia — dodawał.

 

PODSUMOWANIE

   Pomimo niewątpliwego talentu poetyckiego Czeczota nie uważał on jednak, że literatura to dla niego główne zajęcie w życiu. Swoje powołanie ujrzał w czymś innym, w gromadzeniu i analizie białoruskiego folkloru — podsumowuje wspomniany już Kastuś Ćwirko. ...

   Pojawia się przed nami bardzo atrakcyjny wizerunek naszego pierwszego prawdziwego poety, człowieka wysokiej kultury, który znał wiele języków europejskich (francuski, niemiecki, angielski, łacinę, polski, rosyjski ) ... i który aż do śmierci pozostał wierny Białorusi, jej kulturze i językowi—dodaje.

   Nie spierajmy się, czy Czeczot był bardziej Polakiem, czy Białorusinem. Możemy się nim podzielić jak chlebem, niechaj należy do obydwu narodów, kultur i literatur. On sam za życia nie chciałby na pewno rozstrzygać kwestii swojej przynależności etnicznej i pewnie byłby bardzo niezadowolony, gdybyśmy go w taki sposób "stawiali przed murem" .

   Na pewno uważał się za "Litwina", co w jego rozumieniu nie oznaczało przynależności etnicznej, lecz kulturową, wchodzącą w skład ogólnie pojętej polskości dawnej Rzeczypospolitej. Czuł się obywatelem Wielkiego Księstwa, które mimo zaborów nie zniknęło ze świadomości jego mieszkańców. Jego świadomość narodowa zapewne przypominała nieco tą, jaką reprezentują Szwajcarzy — bycie obywatelem wspólnej ojczyzny bez względu na podziały językowe. I takim go pozostawmy.

Mirosław Grudzień

Dodatkowe informacje