Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Arkadiusz Frania - Haiku Dušana Vidakovicia

 


Translatorska działalność Olgi Lalić-Krowickiej zaowocowała w 2014 roku publikacją „Na rozdrożach” Dušana Vidakovicia. To kolejna pozycja w nieformalnej serii przekładów współczesnej literatury serbskiej dokonanych przez wspomnianą tłumaczkę i poetkę. Tom, ogłoszony przez Wydawnictwo Jednooki Kruk z Białej Podlaskiej, ujmuje swoją skromnością i czystością formalną. „Na rozdrożach” gromadzi bowiem na zaledwie 14  stronicach (nie liczę stronic redakcyjnych), jak zapowiada podtytuł książki, „haiku i dwa haibuny”, przy czym gatunek haiku prezentuje 60 tekstów zgrupowanych w dwunastu 5-elementowych cząstkach opatrzonych oddzielnymi tytułami.


Przypomnijmy, iż haiku to krótki 3-wersowy utwór o japońskiej proweniencji i, choć słowniki terminów literackich, wskazują na różnorodność tematyki, wiodącym światem przedstawionym za pomocą zwięzłej formuły literackiej jest przyroda, zaś jej błysk-szczegół stanowi wyraz co najmniej (sic!) uniwersum. W szerszym kontekście możemy więc mówić o pointowaniu rzeczywistości opisem-migawką-mgnieniem zdarzenia, jego fragmentu.
Serbski autor oddaje hołd twórcy gatunku: „Haiku Bashō / o kościach w duszy – / teraz i tutaj” (s. 9); haiku porównuje z „morzeskłonem”: „Przeżywam ich – / haiku i morzeskłon – / jako bliźniaków” (s. 9), właściwie następuje tu zrównanie (zamienność, wymienność) definicji i przedmiotu definiowanego, toteż przyroda rodzi opis stający się przyrodą. Mniej znane są za to „haibuny”, będące niczym innym jak 2-częściowymi całościami artystycznymi, w których krótka proza nie tyle sąsiaduje, co znajduje uzupełnienie w haiku.
Przymierzając się do zdania relacji czytelniczej, mam wciąż ten sam problem z haiku: jak nie zostać posądzonym o krytycznoliteracką błazenadę w sytuacji, gdy żadna analiza ani refleksja nie zastąpi cytatu i w jego sąsiedztwie wypada marnie. Bo kilka słów haikowych mówi więcej niż komentarz do nich. Mimo obaw, podejmuję ryzyko.
Serbski pisarz nie ogranicza się przy konstruowaniu swoich poetyckich perełek do sfery natury. W 5 tekstach zestawu „Linie życia” „przędzie się” nić rodzinna (pojawiają się postacie babci, dziadka, matki i dziecka), lecz podjęto tam również próbę stawienia czoła przemijalności („Portret ślubny / babci i dziadka płowieje / podczas lipcowego upału”, s. 2) poprzez od-pamiętanie niegdyś zwykłej, a po wielu latach zmitologizowanej czynności kulinarnej: „Dumna z nas / matka smaruje naleśniki / dżemem z dzikiej róży” (s. 2). Przywołane zdarzenie zasysa życie podmiotu lirycznego, nie liczy się bowiem nic prócz widoku matki – zaradnej gospodyni, która w nagrodę (musi przecież odczuwać dumę z dzieci z jakiegoś konkretnego powodu) smaruje naleśniki dżemem. Czy istotnie wzmiankowane ubywanie czasu to odchodzenie każdej chwili w niebyt? Nie, to ruch w wieczność. Przelotność dotyczy tylko stanu teraźniejszego. Gdy jakaś czynność minie, zostaje przeniesiona przez nas w pamięć, czyli właśnie w nieskończoność, gdzie wiecznie trwa, nieustannie się dzieje.
Z zestawu „Zawrót głowy” pozwolę sobie wynotować trójwers: „Odciski stóp / numer trzydzieści siedem / fale zabierają” (s. 3), jawiący się nie tylko jako stwierdzenie faktu, ale głęboka zaduma nad losem. Posiadacz stóp jest zapewne kobietą, sportretowaną w innym miejscu w najbardziej minimalistyczny sposób: „Nos, wargi, czoło, / Policzki, oczy, uszy: / ukochana twarz” (s. 3). Bohaterka staje się obiektem samczego pożądania, gdy w euforii fetyszystycznej mężczyzna wyznaje na ucho całemu światu: „Wdycham często / bieliznę nieobecnej kobiety. / Zawrót głowy” (s. 3). Ubranie przesiąknięte zapachem ciała kochanki to najpotężniejszy afrodyzjak, źródło feromonów manipulujących umysłem bezradnego partnera.
Dušan Vidaković określa byt ziemski (realność) jako moc zwodniczą i niemal fałszywą: „Rzeczywistość jest jak pułapka / pomiędzy łykami / wolności winnej” (s. 4), dlatego bohater, by posłużyć się tytułem czwartego zestawu, konstatuje, że jest „Oślepiony stolicą”, a w ostatnim jego ogniwie czuje przenikliwą obcość, skoro pęd uliczny miasta stołecznego obezwładnia „ja” liryczne: „Chociaż wesoły, / oślepiony neonami, / opuszczam spojrzenie” (s. 5).
Wyodrębnijmy utwory ukazujące świat jako teatr (zestawy: „Z 13. Rzędu” i „Sobowtór Godota”): „Nie zmywa makijażu / długo po przedstawieniu. / Nie ma jej też w domu” (s. 7). Widziałbym tu sugestię dotyczącą skłonności homo sapiens do pozoranctwa, udawania, ukrywania się za maską, grania kogoś innego, czym zapewne tuszuje się lęk, niepewność i brak wiary w wartość własnego jestestwa, gaszony również alkoholem: „Na scenie pojawia się / zarys nieśmiertelności. / A potem: wódka” (s. 7).
Odnajdziemy w zbiorku „Na rozdrożach” klasyczny anturaż haiku, tj. „wymawianie” sensu ludzkiej egzystencji słowami zaczerpniętymi z arsenału przyrody. Do liryków chińskich i asocjacji z „Dzwoneczkami nefrytowymi w księżycowej poświacie” (nawiązuję do tytułu wyboru wierszy chińskich w przekładzie Aleksego Dębickiego, Warszawa 2003) wiedzie okruch somnambuliczny: „Blask nocy. / Bezsenność odświętną czyni / pełnia księżyca” (s. 4). Spójrzmy na obrazek: „Stara stacja / ubrana w welon z czereśni. / Zapomniana” (s. 8); poeta osiąga znakomity efekt uczłowieczenia starej, zapomnianej stacji poprzez nadanie jej atrybutów panny młodej (tu chyba jednak: starej panny), ozdabiając budynek „welonem z wiśni”.
Zacytujmy wreszcie jako swoistego rodzaju kulminację czystego haiku utwór z zestawu „Na błocie leśnej ścieżki”: „Sosna przeciwko deszczowi. / Rozwiera koronę, i teraz: / sypią się igły” (s. 13). Poeta, odmalowując pędzlem wnikliwego obserwatora zjawisko atmosferyczne i element przyrody, dostrzega w świecie nieustanne bojowanie, zmaganie się sił, gdzie „sypiące się igły” to krew, symbolizująca ofiarę.
Zachęcam do wędrówki w głąb tomiku „Na rozdrożach” i autentyczne zaprzyjaźnienie się z pomieszczonymi w nim słowami, gdyż, jak pisze twórca, „Prawdziwego podróżnika / rozpoznajemy po książce / w kieszeni duszy” (s. 9).

Dušan Vidaković, „Na rozdrożach (haiku i dwa haibuny)”, przekład z języka serbskiego Olga Lalić-Krowicka, Wydawnictwo Jednooki Kruk, Biała Podlaska 2014, ss. 16. 

 

Pierwdruk: „Haiku Dušana Vidakovicia” [recenzja książki Dušana Vidakovicia „Na rozdrożach (haiku i dwa haibuny)”, przekład z języka serbskiego Olga Lalić-Krowicka, Biała Podlaska 2014], „Salon Literacki” 2015, nr 5 (medium sieciowe: http://salonliteracki.pl), przedruk w języku serbskim (tłumaczenie Olga Lalić-Krowicka), „Knjizevni Pregled” 2016, nr 9.

Dodatkowe informacje