Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

W SADZIE SŁÓW, recenzja Wanda Nowik-Pala.

 

W SADZIE SŁÓW.

O książce poetyckiej Kazimierza Burnata „Przenikanie”

 

Kazimierz Burnat mieszka i tworzy we Wrocławiu. Poeta, publicysta, wydawca, tłumacz wierszy z języka czeskiego i ukraińskiego, dziennikarz, autor kilku tomów poetyckich, współautor około dziewięćdziesięciu almanachów, antologii i monografii. Aktywny uczestnik wielu ogólnopolskich i międzynarodowych spotkań oraz festiwali literackich, prezes Grupy Literackiej „Dysonans” przy Śląskim Okręgu Wojskowym, redaktor naczelny pisma społeczno-kulturalnego „Bez Kurtyny”, redaktor kwartalnika kulturalnego „Obok” i współpracownik kilku innych pism literackich. Przewodniczący Głównego Sądu Koleżeńskiego ZLP, wiceprezes Dolnośląskiego Oddziału ZLP, członek Stowarzyszenia Dziennikarzy RP.

 

Książka „Przenikanie” została nagrodzona Wielkim Laurem XVI Międzynarodowej Galicyjskiej Jesieni Literackiej i wyróżniona na XXIX Międzynarodowym Listopadzie Poetyckim w Poznaniu. Nic więc dziwnego, że spośród trzech tomików wierszy Kazimierza Burnata, które posiadam, ten spodobał mi się najbardziej. Być może dlatego, że jest najbardziej osobisty. Spod maski twardziela /spadochroniarz, były żołnierz czerwonych beretów/ wygląda wrażliwy, poraniony życiem człowiek wzruszająco bezradny wobec tego, co niesie mu los. Wiersze pulsują, mienią się odcieniami uczuć, barwami metafor, swoistym rytmem, wzruszają do głębi. I dzieje się to pomimo wielkiej oszczędności słów. Ale tak już w życiu bywa – dorodne owoce dojrzewają jedynie w tych sadach, gdzie się dba o to, by na jednej gałęzi nie było ich zbyt wiele. A o to Kazimierz Burnat zadbać potrafi. Jego sady słów owocują więc wspaniale.

Skąd bierze siłę? Między innymi z dzieciństwa spędzonego w Szczepanowicach nad Dunajcem, z mądrej miłości matczynej, o której pisze:

Wyfrunąłeś z gniazda przed świtem...

...a uskrzydlające słowa matki

chroniły przed zdradą uroczysk(s.6)

Jak ważną rolę odgrywała w jego życiu matka , skoro nawet teraz przywołany głos matki/ pozwala wyrównać oddech (s.11)? Dzieciństwo zaszczepiło w nim przywiązanie do ojczystej przyrody, która jest obecna niemal w każdym jego wierszu. Nawet w Prowansji nie znajduje tak pięknych miejsc, jak tutaj. W wierszu „Nostalgia” (s.16) wyznaje, że wśród winorośli, cyprysów i cytrusów tęsknił za wierzbami, olszyną oraz za sadem czereśni i jabłoni/ po którym tylko nagrobki pni. Tylko w ojczystych stronach tarnina owocuje diamentem/a kamień pamięcią (”Nawiedzenie” s.7) i rośnie tak ważne dla autora drzewo, jakim jest brzoza. Dlaczego właśnie ją darzy takim sentymentem? Jest popularna na terenie Polski. Być może rosła w pobliżu jego domu, służyła za rozpałkę, bielała na cmentarzu zbita w nagrobny krzyż. Przyglądał się jej aż zrozumiał pismo kory/ swojej brzozy i mowę istot/ ukrytych w zakamarkach ( „Bliżej” s.34).

Wrażliwość jest cechą potrzebną artyście, nie ułatwia mu jednak bytu na ziemi, a wręcz przeciwnie sprawia, że wszystkie przeżycia pozostawiają głębokie i trwałe ślady. Dorastający człowiek poszukuje miłości. A miłość rządzi się swoimi prawami. Po okresie oczarowania równoznacznego z całkowitym zaślepieniem przychodzi moment odzyskiwania jasności spojrzenia, wzajemnego docierania się, budowania związku opartego na zaufaniu, przywiązaniu, przyjaźni i szacunku. I od tego, jak się uda ten okres przetrwać, zależą dalsze losy pary. Tylko bajki kończą się zdaniem: żyli długo i szczęśliwie. W życiu bywa różnie. Często tak jak w wierszu „Ułuda”(s.27):

odjechała jak od obcego

nawet pogłosu niepamięci

 

po latach bez zmian

tylko prawda już mniej boli

Pełne doświadczeń życie sprowadza choroby, przychodzi czas ostatecznych rozliczeń i rozstań. Pożegnania są bolesne, szczególnie gdy odchodzą najbliżsi i to stanowczo zbyt wcześnie. Nie potrafimy rozmawiać o tym, co nieuchronne, do końca karmimy chorych nadzieją. W „Dniach ostatnich pierwszych” (s.42) poświęconych zmarłej siostrze znajdujemy słowa:

Na ostatnie spotkanie

znowu przywiozłem bukiet nadziei...

 

...już nie zasiadłaś do stołu

być może jesteś na wieczerzy

 

skrzypią nienaprawione buty ojca

wprowadzi cię w sad wieczności

Dobrze sobie wyobrazić, że ojciec pielęgnuje niebiańskie sady i w swoich skrzypiących butach wyjdzie na spotkanie córki. Śmierć przestaje być taka straszna. Skoro jest przejściem między bytem ziemskim i duchowym można się z nią pogodzić, wszak i tak nie mamy innego wyjścia. Tytuł wiersza zdaje się potwierdzać wiarę autora w to, że nic się nie kończy. Mówi zresztą o tym również w wierszu „Nieskończoność” (s. 48).

Wiersze Kazimierza Burnata nie krzyczą. Wypowiadane są spokojnym lecz przenikliwym głosem, w czym pomaga piękna konstrukcja i bogactwo świetnie dobranych metafor, które pojawiają się, by podkreślić sens i istotę wypowiedzi poetyckiej, nie epatują lecz służą tworząc niepowtarzalną atmosferę. Zachwycają. Wiersz „Ofiarowanie” (s. 65) jest tego doskonałym przykładem:

Liście wpadły w popłoch

 

wyplatają dywan

szeptem opadania

 

jesień

Czas spędzony z poezją Kazimierza Burnata, nie jest czasem straconym. Można się o tym przekonać sięgając po tom „Przenikanie”. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, zawiera on bowiem szeroki asortyment wzruszających wypowiedzi doświadczonego człowieka i autora, który posługuje się swym warsztatem jak wirtuoz. Nie bez znaczenia jest również strona graficzna książki. Jej wielkie walory estetyczne autor zawdzięcza talentowi Anny Burnat, której fotografie współgrają z treścią wierszy dopełniając słowo obrazem. Niedaleko to jabłko padło od jabłoni...

 

 

Wanda Nowik-Pala

 

Kazimierz Burnat, „Przenikanie”, Wrocław 2010, s. 84. Wydanie drugie.

 

 

 

 

 

 

 

Dodatkowe informacje