Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Olga Lalić-Krowicka - Tradycja czekania prakobiety (1999-2002)

***


to  ty-nie
jesteś  tym  wierszem
to  świat 
estetycznych  wzmianek

wojna  słów
wypełniła  zakopcone
prezbiterium

narodził  się
współczesny  Zeus - mówisz
przecież  Zeus
jest
nienarodziwy

głębokie  iskry  w  ciele
wzburzają
własne  istnienie

dół  dzikiej  ziemi
przeciąga  głos

to nikt-nie
jest  tym  wierszem

wiosna,2001
Kraków

 

 

PRAKOBIETA

gaszące  wśród  obłoków
rozcinanych  ptaków  pieśni
zaciemniają  urządzone  grobowce
na  ziemi  wygnanej

za  sitowiem  nagie  ciało
nagie  nagane
modlitwą  powrót  portretuje

hojna  rzeka  trumny  uruchamia
chłoszcząc   piersi
wściekłe  konie  pragnienie  zaspakajają
dusz  potężnych  hymn  kończących

lament  czereśni  urodzajnych
pogrąża  się w  ogniu


zima/jesień 1999
Kraków

 

BURZA

giaurski czas ojczyzny
i druty w zelówkach
wzbudzają zauszników
nienapasionej defilady śmierci

klepsydry rozwieszone niebem
nad kobiercami zdrętwiałych bocianów

zapracowany cicerone
reasumuje historię zabytków

marsz przez celofan
i przewlekły rezerwuar kurzu
pozostawia grotołazowi
zturbekolozować
jeszcze kilku oddechów getta

lipiec, 2000
Starachowice

 

WĘDRÓWKA

aryjskie  skrzydła mewy
zaszczycają lampę Aladyna
w  teatrze kukiełkowym wyłączyli światła

powabne królestwo szałwii
wchłaniało furię świecznika

cudzołóstwo błyskawicznej nocy szarych twarzy
marzło ciała dla szczeliny
niemowlęcy mistrz ciosał krzyże
zmiażdżyli żyrandol w jego warsztacie

wyśmienicie bombardują worki pierrota
szefa nadbrzeżnej karuzeli
czekaliśmy obok zaspanych studni na gołębi
tonęli  w kosmicznym ogniu

eskortujące białe fartuchy
chleb i woda przyszło zbombardowanych
prowadzili nas do starego mostu
który przekroczyliśmy po cygańskim debiucie


lipiec, 2000
Starachowice

 

TRADYCJA CZEKANIA

Trzask niepokoju
Obalone miasta i wioski w ogniu

Spalone adresarze szmer ofiar
Żegnaj! spokojny czasie
Trupy i słupy
Na powrót twój będą czekać

Sierpień, 1999
Starachowice


CZEKANIE

Pod czarczafem 
liściastego nieba
śpiewając
umierała-na cypli
zapomniana  bogdanka.
Obłożnie chore oczy
modliły się
o krużganek marzeń.
Na cyprysie  szamotał  się
ptaszek.
Rozlewał  lukier  z dzióbka,
na pobłażliwe   plecy   
w  miednicy.
Za mglistą walizką
rosa  rozświetlała
ryniofity  bożków  przestrzeni.
W  wiosennym  powietrzu
świetliki  dyrygowali
tupotem  cholewek...


Wakacje, 2000
Starachowice


BUDZENIE

spleśniałe  chwasty bólu
poleruje pełnia księżyca
rozbudzając zieleń drzewa

portmonetkę hańby
zabrali nieprzyjaciele
których nie mam

świerszczyki we włosach
i zapach pomarańcz
kołyszą  wezbraną rzeką warg

pssst  obcasiki i choleweczki
zajączków głupich

Lipiec, 2000
Starachowice

 

 

FUJARKA

króluję w teatrze MASKA
skrzydlata  stopa roznosi
mąkowate niebo

pająk zarządził abym zagrała
KOBIETĘ-SEN
nie, nie
chcę wyjść stąd

cień wyczerpanej publiczności
umiera na balkonie

Bóg szepcze literki

ściszcie rojowisko w mym ciele
chcę usłyszeć

pod proscenium pasterz szuka stado
zapłakany wspominał-BEZIMIENNA
pomóż mi

pająk zarządził abym zagrała
KOBIETĘ-SEN

wargi pasterza rysują
pierwsze nuty wyzwolenia

wakację, 2000
Starachowice


POŻEGNANIE

ptaki malują twój głos
w śpiewniku osiągniętego czasu
widzę kropli kłamstwa
na  twych wargach

resztę ciała zasłoniło niebo
czym jest tętent  serca w altanie
za chwilę umrze kółko
roztańczonych cyganek

pająk zielonych myśli
wyznaczył ziemie mych oczu
na skrzydłach starego kruka
mieszczą się suche palce

Luty,2001
Kraków

NAMIĘTNOŚĆ

w notesiku
stambulskiego wiru
istniało  ziarno zmysłu
wgłębione za chmurami

rozpadu zwierciadła włosów
ze źródła rozpływało się
po ramionach kolanach
język ucho-kłamstwo ruchu
brzucha-na stole karczm
wszechświata-umierającego
we wdzięku ognia czarczafa

grudzień, 2001


MIŁOŚĆ

odruchy mojego serca i cień sokoła
to chyba nie wszystko od wczoraj
może coś zostało ukryte
pod stołem nocnej  burzy

powróciłeś zmęczony pijany
chcesz zamknąć oczy
cieszę się uciekam wracam
jesteś nieporuszalny wieczny
doskonale przedstawiasz naturę
scena płynie do rzeczywistości

nie chowam wskazówek
długa trasa przez przeszłość
marzeń sarny i gołębia
zgłodniałe wargi wytrzymują
spragnione oczy to najlepszy poszukiwacz
czegoś i niczego

kamienna płyta to milion nut
nie ma cię niby jesteś
chodzisz mówisz śpiewasz
zazdrosny radosny tańczysz

nie jestem pierwszym deszczem
jestem ostatnią kroplą
ucieszoną w twym cieniu

wokół ciebie poleruję szczęście
wstań odpoczęty i zabierz skruchy
dzwon to zapowiedź końca początku
pomyśl o rękopisach na pierwszej stronie
księgi Wczoraj...

wrzesień, 1999
Starachowice

TERAZ PRZYJDŹ

odwiedziłam wieczność
na szlakach lilie wyświetlają
swój świat kobiecych warg
wypłakałam satanizm
i  tak byłeś dobry

w moich palcach
miałam ciebie
nie, nie zostaje sama
jestem częścią ciebie
jesteśmy częścią siebie
jestem...

luty, 2002

***

uruchomiona wyspa namiotów duszy
należycie dąży ku cielesnej enklawie

upiększone chwile życia zwyciężają wir zła
przygotowana jestem aby powstać

po majestatycznymi winnicami nieba
przekonanie egzystuje we wesołości tajemnic

wiśnie warg wzbogacają cnotliwość
kierownik pociągu zagwizdał światem

wywijając włosy nimf wybija się kobieta
na każdym obszarze wilgoci ciał

tej zimie osłupiałam we pięknu psychozy
szatan miał ukryte zamiary-wyśmiewania

zazwyczaj optymista w duszy
goniłam gwiazdy pierś na taniec do Ciebie


kwiecień,2002

MÓJ SURREALIZM

koczownicze szlaki wojen bałkańskich
nabierają smak krwi

z oddali obserwuję przyczynę
w dziadkowym sercu pozostała
tajemnica mego istnienia

dziś-kto uzyska pierwszeństwo
w mojego pasterza życia
stanie się dyskretną gwiazdą
na polanie mych włosów

jednak jeszcze trwa dźwięk strzał
w moim uchu-nie zjem szaleństwa

uspokoję się
tak jak jestem poznana
w świętości codziennego życia

następstwo palców
wskazuje na czystość
powracającej się duszy z nieba
modlitwa dla umarłych
wyzywa na ochronny taniec

nie tylko dziadka-ale i
cały tłum zmarłych
na kazania dzieciństwa...

kwiecień, 2002
Starachowice

UKŁAD

jest tylko poetką
i poszukuje słów:
na kłódce bólu
na wiatraku radości

imbryk jej duszy
podążał nocą
za Kazimierzem prawdy

jej zafałdowane gruczoły ciała
żyją dzieciństwem
czyli potrzebą za macierzyństwem

winna noc niespełnienia
przy okrągłym stole czekania
tym bardziej gorzkniała chorobą

jeniec to jej myśli
kilkadziesiąt mil do psychozy
przebrnęła

kopci dziś wstyd jak wytrzyma
poradzi ze zdziwieniem
szyderstwem
na krawędzi palców
chowa zdeformowany kształt
szmer głupich
brzydotę szatana


MŁODE-TY

rubinowy cień maszerował 
poprzez złowieszcze noce

jego krzepkość jak wietrzny dar
naładowała morze przyszłości

nikt już nie mógł nadużyć
w oddalonych chwilach
dróżkę skowronka do serca

rozwinięta dusza płaczu
paliła zapałki czasu

spuchnięta osiągnęłam
piórko powieściopisarza własnego policzka


***
w posiadaniu wnętrza
ogarnia mnie lęk przed zdobyciem
jestestwa

nie bądź zimny nie wyśmiewaj
zniknę
to dla mnie żaden problem
jeżeli nie poradzę

pokochałam cię przez sen
potem wyniosłeś się na jawę

o dowartościowaniu mogę przemilczeć
znam tą praktykę ruszeń ku przodu
cofnięć ku tyłu

wiem, nie mogę już sama
jeżeli istnieje świat poza nami
stamtąd będę cię obserwować
podziwiać twój szarm

zapoznać imię duszy twej
ponieważ
wiele razy myślę
i kiedy jeszcze jesteśmy na ziemi
że ona ma tą siłę przebyć chmury pamięci
pokochać katharsis
poczuć zasady natury
w boskim świetle

***

migdały oczu mego dziadka
w schizofrenii płakały

osamotnione owoce
wśród męki dotarcia
ratowali statki mego bólu

nie, nie byłam
sama

istnieje coś jeszcze co los zdeptał
a to można nazwać miłością

w ciszy tajemnicy
nie zwierzę się nikomu
oprócz Chrystusie...


***

przebiśnieg oczu
ma tajemnice odnalezienia
pierwszych pocałunków
wiosennego marzeń spełnienia

małą iskrę miłości
rozpływającą się po ciałości

płyną kaczki pszczółki zbierają miód
kto pomarzy ten zdobędzie cud
wieszcza na huśtawce księżyca
łaskę na progu do baru serca
posypiemy go poetycką trucizną słodyczy
odwzajemnimy jego potrzeby
dorożką na stacji do całości...

CHYBA JUŻ PORA

Sen nocy
Leciał  niebem duszy
Gwiezdnych oczu

W muzyce serca nastąpiła
Wieczna zagadka
Spokoju

Palce nie mają już cierpliwości
W związku z kartkami
Wszechczasów ciała
Odkrywać żywicę drzewa

Młodości!
Zatrzymaj wreszcie odpowiedź statków
I klęknij przed naiwnością doświadczeń.

IŚĆ DO SIEBIE

pragnienie myśli wstąpiło na moje ramię
jestem daleko na złotych pagórkach Sahary
już stamtąd nikt mnie nie wygna
wszystkie zasady własnego ja
poukładam w obłokach rozważań
utonę w dążeniu do szczęścia
czystka radości nada mi imię

luty,2002
Kobierzyn


SPALONE ŁZY CZEKANIA

róż na piersiach zielonych jabłek
liżę moje horyzonty miłości
powoli trwa rozmowa
po urazach przed zamkniętymi drzwiami

jestem dziś pędzelkiem
maluję słowo na papierze
trudno wyprostować język
otworzyć buzię
i powiedzieć Tobie to co by się chciało

marzec,2002

***

antykwariusz poszedł na spacer
Kopciuszek powrócił do popiołu
zielony pająk pogubił się w czasie
na polanie grała na pianinie
rozłąka z ojczyzną wywołała szmer zgubi
weź walkmana -wariaci  rozumieją lepiej
lekki oddech Kobierzyna w kawiarence
znikał za oknem
widzę – świadomości jednak jesteś
jutro będziesz bardziej wyrazista
będę czekać w zlocie wiatru
świadomości znowu ci ufam
tym razem spotykamy się na zawsze


***
każdy mój płacz
to droga do ocalenia
każda ściśnięta żyłka
to wsparcie
w kierunku
czerstwienia siebie


(NIE)  BYĆ  I  SŁUŻYĆ

smród  wiecznie  zapomnianych
w  rynsztokach  właścicieli  rzeźni
impreza  popartych  robaków
milczenie  nikczemnych

postęp  przekleństw
niepojętnych  nocy
fałszerstwo  krasnoludków
mgła  uwikłanej  codzienności

brzęczeli  grzechotką
zakrwawione  dłonie
piętnastoletnia  adziewica
utykając  jęczała

entuzjazm  gwałtownika
wzbogacone  TV ekrany
malują  kwiatuszki
dzieci  na  zajęciach  z  plastyki

pędzą  przez  las  zadymione  czołgi
w  świątyniach  zaczynają  z  modlitwą
marsz  katów  radość  zaślepionych
topią  krzyże  nad  jamą  blisko  kurnika

smród  wiecznie  zapomnianych
w  rynsztokach  właścicieli  rzeźni
impreza  popartych  robaków
milczenie  nikczemnych

marzec,2000
Kraków

OPTYMIZM W NASZYCH SERCACH

schyłek  wieku - początek  traum
natura-ornamentacja  strachu

dziennonocny  przypływ  i  odpływ
wyszydza  ochronne  spojrzenie

zakodowane  trzęsienie  odnosi
szczyptę  spokojnego  momentu

fibra  ciał  niewymierzalnie  rośnie
only   z  zamiarem  nienawiści

ciemno  wieczności  walk - rozkazuje
ofiarą  ankietować  dochody

szalone  jety  chichoczą
gdziebedesom  fundamenty  ludzkości

wrzesień  99/lato 00
Starachowice

Dodatkowe informacje