Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Prawa natury we współczesnym świecie?

Olga Lalić-Krowicka

Prawa natury we współczesnym świecie
O poezji Ryszarda Kapuścińskiego

Wstęp

 

   Prawa natury są wszechwładne. Rządzą kosmosem i życiem na Ziemi. Żyją w ludziach, zwierzętach i roślinach. Niestety, człowiek nie zawsze jest skłonny ich przestrzegać. Zwierzęta zabijają, by przeżyć, a człowiek z wielu, często bardzo niskich pobudek.  Im  więcej zabija, tym bardziej nadweręża łańcuch praw natury. Prawa natury to siła, z którą nie należy igrać, bo raz zburzona, może rozprysnąć się na kawałki, pozostawiając zdeformowane cząstki istnienia. Poszanowanie praw natury jest nieodzowne dla istnienia czasoprzestrzeni, człowieka i wszystkiego, co go otacza na Ziemi. Dziś staje się to jednym z najtrudniejszych zadań.
    Chronologia wierszy zawartych w tomiku Ryszarda Kapuścińskiego„Prawa natury”  podporządkowana jest tematyce dotyczącej śmierci. Śmierć jako prawo natury, lub zjawisko, które nas eskortuje przez całe życie, staje się naszym lustrem. Kształtuje wizje, uczynki oraz działania podczas doczesnego życia, jako nieuchronność, która nigdy nie zniknie, zawsze będzie o krok przed nami. Wracając do chronologii tomiku „Prawa natury” Kapuścińskiego, segreguję sobie w myślach jego układ, który zaczyna się od milczenia, poprzez istnienie ludzkie, przez wspomnienia, codzienność, czas, czasy dawne i obecne, ból, cierpienie, cel do którego dążymy, miejsce w którym się aktualnie znajdujemy, a nawet poprzez to, co się nam zdarzyć może, co nam grozi, a kończy na pustce. Wszystko to podlega  pewnym prawom natury. Trwa w stałym rytmie do pewnej śmierci. Może własnej, którą autor wtedy mocno przeczuwał. Rytm dzisiejszy, wymyka się czasem z naturalnego toku, przekracza pewne granice, staje się obcy prawom natury, one go nie dotyczą, a jednak w nim trwa. W istocie, czy naprawdę w nim? W jakim toku? Człowiek jest głównym winowajcą za zdegradowanie praw natury oraz ludzkich wartości, nie zwraca bowiem zbyt wielkiej uwagi, albo nie zadaje sobie pytania: czy jutro będzie istniało według danego prawa? Czy w ogóle będzie jutro? Jeśli o tym pomyśli, ogarnia go przerażenie, ale stara się ignorować „niedaleką przyszłość”. Woli myśleć, że nic nie straci, a wręcz przeciwnie, wszystko zachowa i na dodatek zdobędzie niezdobyte, odkryje nieodkryte, pokona niepokonane…


    Tomik „Prawa natury”, Ryszarda Kapuścińskiego, zaczyna się słowami: „Może to największe wypowiada się milczeniem? Jak kosmos?”, a kończy „Odszedłem daleko od siebie że już nie umiem nic powiedzieć na swój temat ani co czuję”. To, co jest największe, najpiękniejsze, najgłębsze i jak najbardziej tajemnicze wypowiada się milczeniem. Jest to ogrom ciszy która mieści się w nas. Jest ona bezmiarem, enigmatycznością oraz pewnością, która nas wypełnia, prowadząc do świata zewnętrznego. To droga z wnętrza ku światu, która stanowi także drogę powrotną, którą oczy budują poprzez ciszę przekazując duszy.
Kontrastem wersów pierwszego utworu są wersy w ostatnim wierszu zbioru, które świadczą o pewnej pustce, która nas zadręcza, gdy kroczymy przez świat, nie mogąc z siebie nic wydobyć i nic przyjąć z zewnątrz. To tylko nam się wydaje, że mamy nad nią przewagę. Pustka ta ma jednak swoje pozytywne cechy. Jest ona znakiem i wskazówką jaką   współczesny poeta grecki Minas Dimakis  przekazuje nam w wierszu Fala: „A mówiłaś Podziękuję życiu za to co nam dało Podziękuj za to co nam wzięło I idź po nowe dary Po nowe morza głody”. To prawa natury, które nigdy nie umierają, bo choć stajesz się pustym, to  jedynie w tym celu, by zgodnie z naturą na nowo się wypełnić. Te prawa  są jak rzeka, o której autor wspomina w wierszu „Prawa natury”, rzeka ta płynie dnem i pogrąża się w głębinie, by zginąć, wymieszać się, utonąć w wolności i przestrzeni oceanu. Być, ale zniknąć jako pierwotna forma, a jako treść rozprzestrzeniać się w bezmiarach wielkiego żywiołu, jakim jest ocean, by nie czuć się samotnie. Wszystko się dopełnia, bo choć stajesz się pustką oceanu, możesz wchłaniać i dawać więcej. Jak jednostka wobec tłumu. To wzajemne przenikanie to potęga praw natury. Wszystko ze sobą jest powiązane w łańcuch, ale czy prawa „zostaną te same”?

 


1.Odbiegając od praw natury w czasach współczesnych

(wartości ludzkie: uczucia, więź, czas, nostalgia, wspomnienia; bezwartości ludzkie: destrukcja, obojętność, pazerność, zazdrość)

   „Napisałem kamień…dom…miasto…rozbiłem…zburzyłem…zniszczyłem” to prawda, która świadczy o burzliwej historii, o czasach współczesnych oraz o człowieku który nosi w sobie potrzebę budowania i niszczenia. Ból i cierpienie jako sygnały życia, czasem dominują w człowieku, by stał się szlachetniejszy i sprawiedliwszy, by się nie wywyższał i dawał, a także by potrafił przyjmować. Człowiek odkrywa w sobie wartości i serce poprzez ból „Twoje serce rozsadza ból: zaczynasz odczuwać serce…”, to fakt wnętrza lub organizmu, którego jednostka nie zauważa. ”Twoja pamięć tonie w ciemnościach: zaczynasz odczuwać pamięć”. Zaczynasz alarmować i jest to pierwszy wielki krok ku światłu i obrazowi, ale czy jednak nie jest trudniej, gdy „odkrywasz siebie poprzez zaprzeczenie siebie”? To, co łączy ludzi, to bezmiar uczuć jako „przestrzeń wypełniona wodą rybami”, a to co nas dzieli to także „przestrzeń wypełniona…barwą szarą i ołowianą”. Gdy dochodzi do przecięcia żył, więź się urywa wywołując „ciążenie powiek”, czyli brak potrzeby obserwowania drugiej strony oceanu. Uczucia, gdy znikają, zostawiają za sobą iskierki, nowa przestrzeń wypełniona jest tylko wspomnieniem i pytaniem -co dalej? To, co się raz wypełniło, tak łatwo się nie opróżnia. To, że możemy sięgać do wspomnień zawdzięczamy chwilom, które nas przez pewien okres kształtowały, pozostawiając po sobie niedomkniętą skrzynię umożliwiającą wewnętrzny powrót do „pierwszego siebie”. W przyszłości pozwala nam sięgać po prawa i fundamenty, które są częścią nas, z  imieniem nadanym w przeszłości.

  „…sen o tym gdzie jesteśmy / nie chciał przyjść” można to odnieść do współczesnej cywilizacji, do dwojga ludzi etc. Zastanawiamy się, gdzie jesteśmy, jaką misję pełnimy, dlaczego stajemy się sobie obcy, czy wszystko co „Śniłem że leżymy na łące /  a przecież nie leżeliśmy na łące…”, odbywało się gdzieś indziej, jest snem, imaginacją , która coraz bardziej w nas dojrzewa i oddziela nas „między startem a lądowaniem”. Uniesieni nowym życiem idziemy naprzód, a to, co przeszło staje się snem przeszłym, to zaś, co nadchodzi snem teraźniejszym.

   „…cisza w polu”, „las, łąka”, przyroda, która nam pozwala pogrążyć się w swoich objęciach, często zostaje przez nas zniszczona, czasem jednak , gdy cisza odlatuje „…na skrzydłach/ pędzącego szosą motocykla”, budzi się w nas sumienie, czujemy zapach spalin, niemrawość zaczadzonych myśli. Z drugiej strony sama przejażdżka szosą na motocyklu budzi w nas obrazy przeciwstawne. Mamy więc do czynienia z obrazami dwóch różnych   zjawisk -  przyrody jako enklawy naturalnego życia i techniki jako świata maszyn, który się wtrącił w świat przyrody, burząc spokój. Powstaje pytanie, gdzie my właściwie jesteśmy, czego szukamy, gdzie tak pędzimy, czego pragniemy, dlaczego nie chronimy natury, tylko ulegamy żarłocznej technologii, która zakłóca nam spokój istnienia. Cisza, która w naszej głowie przeradza się w hałas, poprzez różne czynności, sytuacje, pazerność, kłótliwość - wyprowadza się z nas . Jest wypierana przez nadmiar działań, słów, wydarzeń, pęd, zgiełk tłumu, nachalność i krzykliwość mediów, etc., z powodu których „cisza ...jest przecież wypełniona głosami”. „wsłuchaj się w głos który jest w tobie /  nie zagłuszaj go / własną mową”. Człowiek jest więc sam sobie winien. Zagłusza „głos” w sobie, własną, nieprzemyślaną, hałaśliwą mową, nadmiarem jakiś potrzeb, które powstają pod wpływem współczesnej cywilizacji, tak bezwzględnej wobec człowieka, choć wytworzonej właśnie przez niego. Jesteśmy zabójcami własnego losu, zgubiliśmy umiejętność naturalnego istnienia,  daliśmy się ponieść chaosowi. Nadal jesteśmy ludźmi, ale coraz trudniej jest nam zasłużyć na miano prawdziwego człowieka.

   „To błądzenie / po zakamarkach pamięci” to tęsknota za tym, co minęło, co nas uszczęśliwiało, za wartościami dawnych czasów, za przyjaźnią, a nawet bytem człowieka sprawiedliwego, walką o prawdę. Wszystko to dzisiaj  znika, jak piasek z morskiej mielizny. Woda  go zabiera, przenosi, osadza w głębinie. Nie potrzebuje na to zbyt wiele  czasu. Ten piasek tam jest, ale czy uda się nam go jeszcze kiedykolwiek zebrać? To trudne zadanie, ale czy wedle „dzisiejszej przyszłości” możliwe? Czy ją stać na to? Czy dostrzega to zagrożenie? Ci, którzy jeszcze pamiętają czasy bardziej przyjazne solidarności międzyludzkiej ubolewają  z powodu tego, że” Wczoraj śnił mi się Chrystus / był zmęczony powiedział / doszło do tego że trudno o szklankę/  czystej wody”. Wszyscy się izolują, są „zamknięci w sobie”, strach zaczyna nas paraliżować, kiedy ktoś chce do nas dotrzeć, otworzyć nas, boimy się drugiej osoby, nie ufamy jej, ponieważ może ona świadomie lub nieświadomie wykorzystać przeciwko nam to, co posiadamy, i co w normalnych czasach chcielibyśmy komuś podarować. Nie zapominajmy, że normalne czasy to przyjaźń i bezinteresowność. Ale na szczęście,  są jeszcze istoty potrafiące dawać, mimo  nienawiści, osamotnione walczą o to, by obudzić w ludziach wrodzoną potrzebę dzielenia się, którą  możemy uznać za jedno z praw natury. Jak się zabija coś wrodzonego, to doprowadza się do deformacji gatunku, jego śmierci, całkowitego wyginięcia . Ta szybkość, pośpiech za czymś, strach by nam czegoś nie odebrano (a coraz częściej i więcej  się odbiera), niecierpliwość, nieumiejętność wsłuchiwania się we własne ja, nie nastrajają optymistycznie. Czasy, które pamiętają starsze pokolenia, czasy moralności i jedności, odwagi i nadziei, wzbudzają w nas „młodszych” nostalgię za tym, czego nie przeżyliśmy, ale odrobina nadziei, która żyje w nas, może nas doprowadzi do „naszych czasów”, bardziej dojrzałych, niż teraz. Wiersz „Wystawa fotografii „Polska do 1945”  podkreśla, de facto przekazuje nam zapach czasów solidarnych, większego dbania o tradycję, powagę, odwagę…

  Kontemplując temat spostrzegania cierpienia i winy, dochodzę do wniosku, który potwierdza następna strofa: „mówią: unikaj cierpiącego / choćby niechcący / wbije w ciebie cierń- / poczucie winy”. Dzielić się z bólem cierpiącego człowieka, to „zasada humanistyczna” (nieco ostatnio spłowiała), dzisiaj staje się czymś niewyobrażalnym, nierealnym, niemożliwym, gdyż „odziani w odporny pancerz ego / przeczuwając, że rozlegnie się jęk- / zawczasu głuchniemy / że ujrzymy ranę i krew- / zawczasu ślepniemy”. Żyjemy w „…epoce potępionej / w czasie wyklętym /…na końcu drogi”, gdzie  „ogłoszono że trąba / której dźwięk / miał wieścić dobrą nowinę / wydała złowrogi ton”, i „niepotrzebny” odchodzisz bezbronny „, bo „Wszystkiemu dopisano znak minus”.


   Pomimo  wszystko jednak „ziemia świeci/ …rozjaśnia horyzont / unosi się ku niebu / ptaki kołyszą się / na strunach stołecznych”, nawet jeśli, to „wszystko się zapomina”, „co się zaczęło / co trwało/ …była nam”. Żyjemy dalej pamiętając jak „pan Jarosław Iwaszkiewicz / i pan Adam Ważyk / …idą ulicą Wiejską”, jak „Trąbka Armstronga / szczerzy złote zęby”, a „Człowiek / który idzie ulicą/” nadal „czeka na przystanku /  stoi w kolejce/  jest ukryty w swojej nierozróżnialności”, „”paź królowej / daje dwa pokolenia / lot drugiego pokolenia / przypada na koniec lata / …zwraca uwagę swą ruchliwością”, „rójka odbywa się w kwietniu”, „samiczki składają jaja /  z których wycedza larwy i /  wygryzają chodniki pod korą”, młode chrząszcze / pojawiają się w lipcu”, a „Mój ból / ciągle szykuje na mnie swój nóż” i będzie szykował w każdej chwili. Wbije go dopiero wtedy gdy mocno poczujemy, że „od razu w serce”, bo „źródło” bólu „ma  kształt szklanej kuli” „kiedy wydostanie się na światło dziennie / pęka i tworzy jeziorko”. W przestrzeni nie płynącej , wśród drapieżnych , pazernych,  nienasyconych ciemnością narcyzów szukamy „ciebie człowieku zagubiony / żeby ci podać rękę podać słowo…”. Powraca „Dzień, w którym nic nie można zrobić”, ponieważ „wszystko co w nas / …rozpada się rozpełza”, „myśl gramoli się z trudem / zaraz znowu słabnie”. Oparty o balkon wystajesz głową na ulicę „myślisz / gdzieś czekają / patrzą na zegarki / ogarnięci nudą / zapadają w drzemkę”. Życie po burzy staje się zwyczajne, tworzy nową, a jednak podobną do starej monotonię codzienności, chodzimy tym samymi drogami i powracamy skądś, śpimy w określonych wewnętrznym rytmem godzinach, znowu pewni siebie zamykamy za sobą niepewność i rozważania, dostrzegając czasem jedynie „…źdźbło / w oku bliźniego”. Obcy nam patos. Ta czysta prostota, zwyczajność już nam nie pozwala na „...chandry lęki bóle…”, „nawet pamięć kształtu nie zostaje”. Spragniony tego stanu odpowiednio układasz się w fotelu i zauważasz, że „ w samolocie lecącym z Bengueli do Luandy leży na noszach młody żołnierz  z Santiago”. Na chwilę ogarnia cię strach i niemoc. Ale zaraz  przelatuje przez twoją głowę myśl, że to dzieje się gdzieś bardzo daleko od ciebie, ty przecież jesteś tutaj, bezpieczny, to żołnierz „leci tam”. A jednak patrząc na niego jesteś przerażony, broniąc się zamykasz oczy. Twój dzień i „cały” twój „świat wypełnia muzyka / …sprawia że odczuwamy kołysanie”…

 

 

2. Bóg, śmierć i słowo


    Czy liść, kiedy dotknie  ziemi, „uspokaja się”? Nie zawsze. A czy tu chodzi o zawsze? Nie, na szczęście jeszcze jakoś drżymy, dygocemy, jeszcze coś można oderwać od gałęzi, która wciąż jeszcze rodzi liście i wypuszcza je w świat, ale czy to będą liście, które dotykając ziemi zapewnią nam poczucie bezpieczeństwa, pozwolą byśmy wkroczyli na drogę, na której pod naszymi stopami zaszeleści inne życie. Gdy żyjemy dygocemy, gdy umieramy panuje spokój, i kontynuujemy życie pod bezpieczną ziemią, bo „jeszcze ” ona daje jakieś poczucie bezpieczeństwa. Sama myśl o ziemi, jej zapach budzi chęć życia, dodaje pewności. Niestety czasem nasuwa przeciwnie myśli, kojarząc się z odejściem. To dwojakie uczucie jest pewnym rozłamem jaźni, wszystko zależy od sytuacji, chwili i zdarzenia. Często odnajdujemy spokój w myśli, która nam daje poczucie bezpieczeństwa, mówiąc, że umrzemy na ziemi własnej i zostaniemy pod nią pochowani. Myśl o pogrzebie na własnej ziemi jest jak ciepło barw jesiennych.  Myśl o śmierci w wierszu „Oxford”, lęk przed zawałem, oczekiwanie na śmierć, przeczucie czasu jej przyjścia, wywołuje w nas głęboki strach, z powodu którego coraz trudniej się oddycha. Chcemy odegnać strach, próbując przywrócić właściwy, spokojny rytm oddychania. Rodzi się myśl, że to nie ja, ja jeszcze będę żył. „Droga / kiedy nią przejdziesz / znika za tobą / przestaje istnieć”, ale za to istnieje droga teraźniejsza, która tak samo jak przeszła, prowadzi nas ku przyszłej drodze, która zaistnieje za chwilę jedynie na mgnienie oka, by przekształcić się w przeszłość torującą trakt „nowej” teraźniejszej drodze. To kolejne prawo natury. „ życie jest z przenikania w głąb”, a zarazem  przenikaniem z głębi. Oba prawa są podwalinami egzystencji, jak korzenie przywarte do jej stóp. Są też inne drogi, chrześcijańskie,  które przy pomocy różańca układamy „do nieba”. „śmierć / jesteśmy skazani na równość”, wszyscy razem istniejąc wtedy, teraz, potem w słowie, obrazie, nucie, i tak będziemy musieli przepłynąć Styks, kiedy każdy ścieżką Golgoty „musi iść sam” gdzie „zostaną te same prawa natury / ….i mrok lodowaty” „Każda rzecz która jest/  naszą siłą /  jest zarazem naszą słabością.” „wszystko nosi w sobie ‘/ piętno odwrotnego znaku”. Poezja jest mocą, siłą choć i słabością, bezsilnością od której „nie ma…” „ucieczki”. Słowo to siła i jednocześnie słabość, która ujawnia trudne prawdy, myśli, uczucia, pragnące się z nas wydobyć  lecz robiąc mozolny wydech, zakłócamy  transport słowa, przez co wszystko to wzmacnia się w nas i rozszerza zakres swego działania.    Poeta, poezja, źdźbło, przemijanie i trwanie, poprzez które odkrywamy, że poezja jest jako „słowa” które stały się jak „zastygłe płomienie”, czekając w umyśle poety na właściwy moment, by wydostać się na zewnątrz. Na wszystko trzeba czekać w kolejce, na słowa także, dopóki nie wystygną, doczekają się wolności, całkiem innego wymiaru, by  móc rozsiewać własne przesłanie, bogactwo i mnogość znaczeń. Źdźbła to słowa zielone i brązowe.

   „Roztargniony / nie zwróciłem uwagi / że mówi do mnie / już z innego świata”. Trudno dostrzec, kiedy następuje śmierć. Jeszcze trudniej myśleć o śmierci bliskich. Ona nie istnieje. Bliscy zawsze żyją, nigdy nie odchodzą, nie wolno im odchodzić, nie godzimy się na ich odejście. Ból nas pochowa w czasie. Przyjdzie jego czas, stanie się przestronny i zrozumiały. Nawet ból i słabość realizują się zawsze, nie zawsze każdy silnie odczuwa ich wibracje, pochodzące „skądś” tam „gdzieś” poza nami. Istnieje coś takiego, że każdy z nas ma prawo na swoją słabość i siłę, które jedna od drugą się odbijają  „niewiadomy jest kierunek w którym pójdzie” słowo które jak „lampa nad mapą / nie gaśnie nagle”, w sumie czy gaśnie światło nad szkolną mapą geograficzną? „i niech już to co było / wyda / ostatnie tchnienie.” i niech ukształtuje wizje, że umrzemy godnie, że sprawdzianem godnej śmierci jest nasze życie, mimo tego, że przed śmiercią „czeka nas/  kolec i cierń / żwir Golgoty”” samotny: nikt nie zrozumie jego poruszenia”. „nienawiść to reflektor / jeżeli akurat wejdziesz w jego światło / porazi właśnie ciebie”, wypalicie, zginiesz „…zostanie martwe pole”, mimo tego, że nasze istnienie odradza się ciągle na nowo, ile początków w nas, tyle nowopowstałych istnień, odświeżonych, zmieniających swoją siłę, obraz i wymiar, o tyle jesteśmy tak samo inni. Nienawiść nienawidzi, ona musi się wypalić, po prostu musi kogoś „zabić”. Na szczęście zostało odrobinę dobra, by potępić nienawiść wymierzoną w człowieka. Zawsze to skok człowieka ku prawdzie jest dobrem, mimo tego, że „Bóg patrzy milczy”, ale zawsze czeka i „pozwala byśmy myśleli w jego imieniu”, narzuca „różne warianty istnienia”, w efekcie z tego jednego powstaje wiele istnień, nowych, dopełnionych, które stają się  pierwszymi dla tych ostatnich. Umierając, widzimy twarze własnych dzieci, pierwszych, ale w obrazie, który zanosimy w inny świat ze sobą, ostatnich. Bóg nie jest „…kształtem naszej wyobraźni”, nasza wyobraźnia jest dana przez Boga. To Bóg za pośrednictwem wyobraźni próbuje  poruszyć  prawdę piękna i dobra w nas, pokierować, by ją zrealizowano na jawie, choć jest to coraz trudniejsze, ponieważ nasza wyobraźnia tracąc naturalność staje się maszyną. Bóg jest „…pewien pomysłów”, ale Bóg nigdy nie eksperymentuje, to człowiek eksperymentuje tym co dostał od Boga. Bóg jest „wiecznie”  młody, ale dojrzały, z najlepiej zdanym egzaminem z pedagogiki. W dzieciństwie dorysowujemy mu „brodę”, w młodości pomaga nam „rozgrywać najtrudniejsze partie”, gdy stajemy się dorośli otwiera szeroko przestrzeń przed nami, pozwalając byśmy nią objęli jeszcze kogoś, kto przyjdzie na świat, a także sprawia byśmy sami twardo ugruntowali jej podłoże, po którym będziemy chodzić w grupie i z której pojedynczo będziemy wychodzić, jeśli nie dogoni nas „Apokalipsa w łoskocie i ogniu”, zabierając nam jakiekolwiek podłoże spokoju i bezpieczeństwa, realizacji i wyjścia. W tym ogniu nie odnajdziemy horyzontu, bo jest „martwy”, wypalony. Niestety nie przesuwa się jako „kobaltowy grzbiet rzeki”, bo mu „brak znaków szczególnych”. Bóg zawsze wie którą lekcję przeprowadzić w każdym okresie życia ludzkiego. Opowiada nam najpiękniejsze, ale i najprawdziwsze bajki, dzięki którym zasypiamy bezpiecznie, opuszczamy świat ziemski, pewni kolejnego początku, który trwa w pięknie świata poza nami.

   Wszystko się dzieje „osobno”.  Każda rzecz i istota są osobnym drzewem, które twardo rośnie w ziemi, każda rzecz i istota są oddzielne. Najgorzej jest gdy nie mają się o co oprzeć, gdyż to osobne robi często z nas żelazny lub kruchy słup, który albo zardzewieje albo rozsypie się. Jeśli dziś każdy człowiek nie ma się o co oprzeć, i nie może się już opierać o to, o co się opierał, to jego „osobne”, jest wtedy nieosiągalne lub niemożliwe, mimo tego, że należy do niego. Pazerność czasów współczesnych wytwarza w człowieku bezradność, brak swobody by o to własne „osobne drzewo” mógł się oprzeć. Strach sprawia, że „coraz bardziej zamykamy się w sobie/  osobno”. Boimy się tłumów, tego miejsca, gdzie nas  ten strach w nas zaprowadzi. Lepiej jest milczeć, niż mówić i nie wspominać o własnym strachu, gdyż ktoś z tłumu może wzmóc w nas jego działanie, odkręcić guzik i pokierować nim. Każda istota osobno jest częścią zbiorowości, każdy strach jest indywidualny. Jednak ten  indywidualny strach może ogarnąć cały tłum, tworząc łańcuch ( człowiek, rodzina, wieś, miasto, państwo, kontynent, kula ziemska)…To kolejne prawa natury.

   Nowe dni, dojrzewające myśli o śmierci uciekają szybko, nie zagnieżdżając się, zjawiając się na chwilę. Myśl „jest pilna / skupiona/ bardzo  precyzyjna” .Gdy do naszej wypoczętej wyobraźni zakradnie się niespodzianie myśl o śmierci, początkowo czujemy się bezpieczni, później nadchodzi lęk, martwimy się, że „Jest gdzieś w pobliżu / …z własną listą adresów”. Zapuka do twoich drzwi? Tą myśl zastępuje myśl o miłości, która nadaje „…dodatkowy odcień…” i sprawia „dźwięki-... /  nasycony”, „świat” jest „…cały /  i jedyny”, chwila serdeczna powoli mruga i potem znika, nadchodzi marzec i „…drzewa czekają na soki…”, wspomnienia powracają Historia mówi”, „…przejeżdża autobus”, zamiast „nie” powiedziano „tak” Ta „Poezja… nie ma nic wspólnego z niczym”. Odchodząc od siebie, w rzeczywistości wracamy, im dalej odchodzimy, tym szybciej i pewniej odnajdujemy drogę powrotną, ponieważ aby wrócić trzeba najpierw odejść. Pustkę uzupełniamy codziennością, nie zauważając, że to właśnie przez codzienność i pustkę, osobowość staje się bogatsza w rzeczy potrzebne, wartościowe, zwykłe i niezwykłe, po prostu niezbędne, które nas trzymają przy życiu. Nasza istota wypełnia się treścią, wytrwałością, stabilnością i pewnością siebie, wszak życie zgodnie z prawami natury kształtuje się i realizuje właśnie dzięki codzienności.


*Cytaty pochodzą z tomiku R. Kapuścińskiego, pt. „Prawa natury”, Wydawnictwo Literackie, Kraków, 2006


20. stycznia. 2007 r., Dukla

Dodatkowe informacje