Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Sztuka

Olga Lalić-Krowicka



I AKT

SCENA I

Pusty duży pokój. Okno malusieńkie jak pudełko zapałek. Bez żadnych dodatków. Tylko księżyc prześwituje przez otwarte sklepienie. Przychodzi Rabin. Siada na podłodze i rozgląda się wokół siebie, kładzie palec na wargach, wstaje i chodzi w stronę zapałkowego okienka.

RABIN: (podnosi palec w kierunku oczu) Czy ta…ta sztuka to mit o tworzeniu podstawowej płaszczyzny, która udźwignie most pomiędzy tytułem a treścią? To nie gwiazda Dawida, nie…(zakłada ręce za plecami) to jest jakiś puls słowa, które ma nie tylko pięć znaczeń, ale szóste jest sednem sztuki. A punkt kulminacyjny, kogo tworzy? Zbombardowana zasłona? Przez kogo?

Na scenę wlatuje zadyszany Ksiądz.

KSIĄDZ: Bez bombardowania! Dość tego słowa! To słowo, które stało się jak wejście do tunelu cienia, a cień czynem wspomnień, rozkruszyło dźwiękiem bombardo, bomb-bomb, nie ma, jest –owanie, sufiks –owanie jak miłowanie (wznosi ręce do góry). Jak miłowanie świata Bożego!

Na scenę przychodzi stary Pop. Zgarbiony, oparty o laskę.

POP: Miłowanie Boga, które dzieje się po rozkruszeniu słowa bombardowanie jest łagodne, zbyt łagodne, trzeba wprowadzić potęgę ludzkiej wiary z dziury w drodze pozostawionej przez młodzież. Oto sztuka.

Przychodzi Hodża. Czyta coś z kartki bardzo rozważnie i w skupieniu.

HODŻA: Oto sztuka, która nas poważnie prowadzi do swojego końca. Jej koniec żyje w stopach ludzkich. Jak ludzie będą chodzić boso, to sztuka będzie dokończona. Koniec polega na tym, żeby być bosym. Tworzyć ją będziemy! Kończyć jak koniec dobiegnie do końca. Będziemy wpatrywać się w sklepienie i szukać wyjścia koniecznego! Patrząc w sklepienie będziemy wyciągać wnioski.

Schodzą ze sceny. Chwila ciszy. Opada kurtyna.

SCENA II

Przed kurtynę przychodzi dziewczyna przebrana za piosenkarkę Madonnę, naśladując jej sposób bycia. Staje przed wersalką. Rozszerza nogi. Zaczyna grać muzyka. Dziewczyna recytuje.

DZIEWCZYNA:

Sztuka, sztuka.
Kolejna sztuka puka.
Wiatr wiatrołomy,
Lód lodowaty.
Jestem Coca-Cola.
Tańczę w sztuce,
Jak na ekstra scenie.

Przychodzi Pop. Dziewczyna odwraca się ku niemu. Przerażona, chwyta się za głowę. Pop zdziwiony.

POP: Sztukę będzie tworzyć religia!

 

DZIEWCZYNA: Sztukę będzie tworzyć pop-absurd, czyli ja!
POP: O, Jezu Chryste zniknie świat- theatron!
DZIEWCZYNA: Nie zniknie, dopiero zacznie pulsować w rytmie cza cza. Sztukę tworzę ja. Jestem na czasie!
POP: Nie, Bóg to morał i honor, moralność nie opuści świata!
DZIEWCZYNA: (puszcza mu oczko) Zobaczymy…tra la, la, acha…

 

Wychodzą za kurtynę. Przychodzi chłopak metalowiec. Z długimi włosami, ubrany w obcisłe spodnie czarnego koloru. Wchodząc recytuje:

CHŁOPAK:

Metal to Ameryka!
Jestem swój ja!
Znam się na gitarze, bębnach…
Sztukę tworzę ja!

Chłopak kładzie się niedbale na wersalce. Po chwili przychodzi Ksiądz.

KSIĄDZ: (żegna się) O Matko Najświętsza, sztukę buduje religia!
CHŁOPAK: (wskazując palcem na siebie) Sztukę tworzy metal, czyli ja!
KSIĄDZ: O, matko jedyna, zginie świat. Aniele Boży stróżu mój…
CHŁOPAK: E tam, to przesada Stary bądź grzeczny! Sztukę buduje to, posłuchaj:
(zaczyna śpiewać agresywnym głosem)
Metal człowiek to metal świat.
Sztuka O sztuka to jeden wielki bałagan-świat.
Świat bałaganem jest sztukę tworzy metal men.

Chłopka wstaje z wersalki i wychodzi pewnym krokiem za kurtynę. Ksiądz idzie za nim, żegnając się i szepcząc coś ustami. Wchodzi Disco-polo piosenkarka. Ubrana skromnie. Przesyła wszystkim całusy. Siada na wersalce.

PIOSENKARKA:

Ani be ani me.
Sztukę tworzyć będę.
Jestem zgrabna,
Umalowana.
Sztukę będę tworzyć ja.

Przychodzi Rabin. Oparty o laskę biegnie do wersalki trzymając się za kapelusz.

RABIN: Sztukę będzie tworzyć religia!
PIOSNEKARKA: Sztuka jest słodka, jak muzyka ta!
RABIN: O, Boże drogi, świecie stary! Sztuka to ratunek dla człowieka! Umrze.
PIOSENKARKA: Ha, ha…To nie prawda! (łapie Rabina za nos) Słuchaj dziadku, sztuka to ja!

Piosenkarka wychodzi dziarskim krokiem. Za nią idzie Rabin wznosząc ręce w górę, prosząc duszę o litość. Przychodzi Hip-Hop chłopak. Ubrany według mody. Chodzi spuszczoną głową w kapturze, kładzie się niezgrabnie na wersalkę .

HIP-HOP CHŁOPAK:

Bądź wytrwały!
Życie jest straszne!
Ta dzielnica jest ciemna.
Hip-hop chłopak, czyli ja
Będzie tworzył sztukę człowieka!

Przychodzi Hodża. Zdziwiony biegnie do wersalki.


HODŻA: Sztukę będzie tworzyć religia!
HIP-HOP CHŁOPAK: Sztukę będzie tworzyć dzielnica.
HODŻA Dzieci z ulicy idźcie do szkoły. O, drogi Allachu zrób coś….
HIP-HOP CHŁOPAK:

Nikt nic nie zrobi,

to moja piosenka i ja,

tworzyć sztukę będziemy my!

Wychodzi Hip-Hop chłopak. Za nim Hodża, klękając co chwila. Po paru chwilach wychodzą wszystkie postacie przedstawione wcześniej i kłócąc się przez pięć minut. Z tego wynika straszliwy bełkot. Przychodzi Artysta w płaszczu.

ARTYSTA:

Sztukę będę tworzył ja,
Czyli artysta!

 


AKT II

Scena I

Artysta nadal stoi przed kłócącymi się.

ARTYSTA: Sztuka to moja dusza. Tak, można by tak powiedzieć. Wierzę jej i wypuszczam. Nie zdradzi mnie. Dusza nie zdradzi. Tylko nieszczęsne oblicze człowieka.

Do Artysty przychodzi zabiegany Rabin.

RABIN:

Sztuka to religia
Ściana i wiatr
Sztuka to moja tajemnica!

Odchodzi Rabin. Artysta zastanawiając się trzyma palec oparty o brodę.

ARTYSTA: Tak, tak: sztuka To moja tajemnica! (po chwili dodaje) Ale nie odkryta przez cały świat przez każdego człowieka. Świat jest za mały i tak mało wie. Sztuka musi być podręcznikiem, w Afryce też.

Nadchodzi biegnąc Hodża.

HODŻA:

Allach to nie sztuka to artysta.
Czyli-czy Allach jest też sztuką
Jeśli artystą też jest?

Odchodzi do kłócących się. Artysta chodzi w kółko, głęboko kontemplując.

ARTYSTA: Sztuka i artysta to ponad wszystko. Sztuka jest artystą. Artysta sztuką. Paradoksem tego jest, że gdy jedno wychodzi, drugie zostaje, a gdy drugie wychodzi, jedno zostaje.

Z tłumu wyskakuje Ksiądz. Mówi do Artysty zadyszany.

KSIĄDZ:

Maria najpiękniejsza,
Kobieta, urodziła Boga-Człowieka.
Maria to liryka.

Ksiądz wraca do kłócących się. Artysta nadal się zastanawia.

ARTYSTA: Tak, Maria to liryka, ponad wszystko stworzona. Tylko o niej.

Przybiega Pop. Mówi do Artysty.

POP:

Otcze nasz,
utworzyłeś nas.
Mnogaja ljeta,
sztuka jest święta!

Powraca do kłócących się.

ARTYSTA: Sztuka świata to milion myśli, miliard…Trzeba by było wszystko zapisać, wtedy dla nas wszystkich było by Mnogaja ljeta.

Wychodzą wszyscy. Artysta chodzi za resztą, która nadal głośno dyskutuje. Artysta odwraca się.

ARTYSTA: Świat to sztuka…

Wychodzi.

SCENA II

Znowu wychodzi Artysta. Staje pośrodku pokoju i zastanawia się nad pytaniem, które sobie zadał bez trudu, choć ma wątpliwości, czy cały świat jest jednym wielkim artystą. Przychodzi Hodża, staje przed Artystą i próbuje odpowiedź wyczytać z miny Artysty, co go męczy.

HODŻA: Świat to jeden meczet! Świat to milion świątyń!
ARTYSTA: Hm, nie możliwe, musi być jeszcze czymś „więcej” (podnosi ręce do góry) czymś ponad.
HODŻA: Poza nami nie ma nic oprócz Allacha…stworzył jeszcze księżyc i gwiazdy. Można czytać z nieba.
ARTYSTA: (zachwycony) Niebo to artysta!
HODŻA: Ten, kto stworzył świat jest Bogiem, a niebo należy do niego.

Hodża wychodzi.

ARTYSTA: Ten, kto tworzył i stworzył też jest artystą!

Przychodzi Ksiądz nadsłuchując monologu Artysty.

KSIĄDZ: To nie tak! Bóg to spokój i pokój, harmonia i porządek. Artysta to niepokój i dysharmonia, nieporządek i…

Przerywa Artysta.

ARTYSTA: Nie, nie! To nie możliwe. Jest milion indywiduum. Każdy to nie dysharmonia…Każdy odłamek każdego to trochę z sześciu czynników. Bogactwo!
KSIĄDZ: Ale Bóg nie jest artystą, bo Bóg stwarza, a nie tworzy!
ARTYSTA: (poddając się) Hm, jestem sam teraz, bo nie mam Stworzyciela, który mnie utworzył.
KSIĄDZ: Jest pan ateistą?
ARTYSTA: Nie do końca…ale bronię poglądów filozoficzno-ateistycznych.
KSIĄDZ: Aha. Może pan przyjdzie do nas na rekolekcję?
ARTYSTA: Moją rekolekcją jest wizerunek i moc mojego Tworzyciela….
KSIĄDZ: A dla mnie mego Stworzyciela.

Wychodzi Ksiądz. Po chwili przychodzi Pop, wyrażając swoje poglądy na temat Świat-Artysta.

POP: Może Ciebie utworzył Tworzyciel, a mnie Stworzyciel!
ARTYSTA: (zachwycony, nie zauważając drwiącą z niego minę popa) Właśnie, Tworzyciel! Czemu sam nie mogłem wysnuć tego wcześniej. A kogo utworzył Utworzyciel?
POP: Stworzyciel stworzył stworzenie, Tworzyciel tworzy tworzenie, a Utworzyciel utworzył utwór!
ARTYSTA: Czyli jestem Utworzycielem następnego utworu?!

Artysta podchodzi do fortepianu, gra ciągle jakąś melodię i w międzyczasie recytuje swój wiersz.

ARTYSTA: (grając recytuje)
Obłok urodziło niebo.
Człowieka stworzył Bóg.
Utwór utworzył Utworzyciel.
Ile jeszcze tajemnic w tym dojrzewa…
Milion lat tworzenia…

Jestem artystą tworzonym przez Tworzyciela.
Tworzyciel to dziadek utworu.
Och, te drzewa stare tworzę.
Liście, które w bólu opadają.
Ból jest ciężki świeży.
Dlatego liście nie wysychają.

POP: (zachwycony poezją) Och, jak naiwność potrafi tworzyć westchnienie, sens, istność człowieka...

Wychodzi Pop. Artysta zamyślony nad słowami Popa.

ARTYSTA: Istność utworu to moje wnętrze!

Natchnienie przerywa Rabin. Wchodzi szybko.

RABIN: Istność Boga to człowiek.
ARTYSTA: Istność artysty to Tworzyciel!
RABIN: Istność człowieka to Jahwe!
ARTYSTA: (recytuje wiersz i tańczy)
Istność tańca to krok.
Istność miłości to serce.
Istność duszy to świat,
Który trzepocze w jej objęciach.
Jestem Tworzycielem rzeczy najpiękniejszy.
SZTUKA!
RABIN: (recytuje)
Bóg-Człowiek bardzo cierpiał
Jego istny ból płacze
Teraz w moich rękach
Dotykam go i utulam
Istny jest świat dobrego człowieka
Niekłamany zawsze wybacza
Być człowiekiem wszystko przebacza
ARTYSTA: (recytuje)
Utworzyciel to ojciec łez.
Poezja cierpi nocą i dniem.
Przytul mnie niebo,
tak jak umiesz i chcesz.
Jesteś rozległe niebo jak ból.
Dotknij duszą każdego człowieka.
RABIN:

Dusza człowieka to przestrzeń Boga!
Radość Boga to pogodna dusza człowieka!
Wierzymy w Stworzyciela,
który stworzył nadzieję słowa.
ARTYSTA:

Nadzieja słowa to opiekunka
Wszystkich (u) (s) tworzycieli
Ciebie artysto, człowieka.


Scena III

Na scenie pojawiają się Poeta, Malarz, Pisarz, Kompozytor, Rzeźbiarz, Tancerz i Piosenkarz, tworząc trójkąt. Artysta i duchowni stoją obok ustawieni także w trójkącie, skamieniali. Artyści rozmawiają o zakończeniu tej sztuki.

RZEŹBIARZ: (wysoki, głowa mu wystaje z kółka, zaczyna chodzić w kółko, recytując)
Sztuka ta to myszka!
Myszka ma dziurę i rzeźbi sen,
a myszkę rzeźbi rzeźbiarz ja-ten.
Ona ma piersi.
TANCERZ: (wystaje nogą z trójkąta i lekko zaczyna się unosić)
Sztuka tańca to sztuka ta tralalala.
Zdobędę ją, dokończę.
Wasze są oczy migające.
Ona ma buzie.
DRAMATOPISARZ: (ubrany elegancko wychodzi z zdecydowanym krokiem z trójkąta; zatrzymuje się po środku i mówi głębokim głosem) Sztuka ma oczy, wielkie oczy jak sen ze snów, jak racja z wyobraźni. Sztuka dobiegnie do końca kiedy wszyscy zamkniemy oczy, a trójkąt się rozejdzie. Żeby dobiegła końca musi w pewnej ciszy otworzyć oczy i rzucić na ziemie wszystkich członków trójkąta. Jasne! Ona ma głowę!
TRÓJKĄT: (kiwają się wszyscy w miejscu) Jasne! A może! No, nie wiemy! Chyba tak! No, jasne! Zobaczymy!
DRAMATOPISARZ: Cisza! (wraca do trójkąta)

Cicho z trójkąta wykrada się Kompozytor, odwraca się i kołysze tyłkiem.

KOMPOZYTOR:

Muzyk to artysta.
Zmienia świat mitycznie.
Sztuka to muzyka.
Moje ciało kołysze się.
Nie mówcie (oklaskuje rękami)
Że, nie mówcie, że
Taniec tańcem,
A muzyka gdzieś!
Ona ma piersi!
DRAMATOPISARZ: (bardzo poważny, krzyczy na kompozytora)
Słuchaj gadzino!
Nie wymachuj tak!
Sztuka to poważny fakt!

Kompozytor odwraca się grzecznie, lekko wystraszony wraca do trójkąta. Brzuchem wystaje zadowolony Poeta.

POETA:

Co wy wiecie, a co nie.
Ja poeta eta tam ja sztuka uka ta.
Na zakończenie wywierszuje
Poeta brzuchaty
Zwany lawenda.
I ma nogi….

Wycofuje się do trójkąta. Malarz chodząc na palcach staje po środku trójkąta, jakby zmarznięty. Drżą mu zęby i całe ciało.

MALARZ:

Sztuka będzie piękna.
Rubens w dramacie
Kobieco-dramatycznym.
Magiczny.
Tors też ma!

Wychodzi dramatopisarz zirytowany drżeniem malarza.

DRAMATOPISARZ:

Dość tego drżenia!
Sztuka ma zakończenie.
Wierne, kobiece!

Wycofuje się. Z trójkąta wychodzi pisarz i staje przed nim.

PISARZ: Zdanie stało się papierem. Papier stał się samolotem. Leciałem tak na krańce świata. Sztuka to świat ubrana w nasze zdania. O wszystkim decydują duchowni i artysta. Ręce też ma!

Powraca na swoje miejsce. Na palcach wszyscy wychodzą oprócz artysty i duchownych. Budzą się z skamieniałego snu. Rozmowę zaczyna Artysta.

ARTYSTA: Wiecie,…

Wchodzi na scenę dramatopisarz. Wszyscy są speszeni.

DRAMATOPISARZ: My dużo rozwiązaliśmy, a tak prawie nic. Gdzie jest to jedwabne zakończenie sztuki? Jej budowa cała? Jest piękną kobietą, pięknego ciała.
DUCHOWNI: Precz z golizną!
ARTYSTA: (zafascynowany wypowiedzią dramatopisarza) To niech przyjdzie! (pogwizduje) UUUUU, niech przyjdzie kostka ta!
DRAMATOPISARZ: To nie kostka to dama. Z awangardowym ciałem, sentymentalną głową i groteskowym wnętrzem. Całkiem z porządku nieuporządkowana.

Nagle opadają zasłony. Chwila ciszy. Przed zasłony wychodzi Sztuka. W bordowej wieczorowej sukience. Prawa część włosów przefarbowana na czarno, lewa na blond. Unosi ręce, na których ma aksamitne rękawiczki.

SZTUKA: Dramatopisarzu, to ja sztuka. Gdzie jesteś?

Wchodzi Artysta.

ARTYSTA: (zauroczony sztuką) Pozwolę się przedstawić. Nazywam się…

Pędzi szybko Dramatopisarz.

DRAMATOPISARZ: Jak się nazywasz, jeśli imienia nie masz? (podchodzi do sztuki, artysta zostaje z tyłu) O, moja kochana sztuko. Dotyka je po całym ciele, całuje…

Podchodzi Artysta.

ARTYSTA: O, moja sztuko. Żono piękna.
SZTUKA: Ja nie jestem niczyją żoną, jestem dojrzała.

Dramatopisarz, dotykając dalej, odtrąca Artystę, coraz bardziej namiętniej dotyka całą Sztukę. Podchodzą duchowni, zdziwieni na widok Dramatopisarza i Sztuki.

DUCHOWNI: (przeganiając Dramatopisarza laską) O, ty pajacu! Kobieciarzu, krętaczu…
ARTYSTA: (zazdrosny o sztukę popiera Duchownych) O, tak jest Ojcowie!
DRAMATOPISARZ: (przerzuca Sztukę przez ramiona i wychodzi za zasłony) To nie koniec sztuki! (mówi za zasłonami)

INNI ARTYŚCI Z PIOSENKARZEM NA CZELE: (za zasłonami)
To nie koniec sztuki.
To początek romansu.
Sztukę trzeba pieścić by się
rozwijała!
Sztuka to natchniona kochanka!
Kochanka to piosenka!


KONIEC


Dukla, zima 2008

Dodatkowe informacje